Biegowe podsumowanie: Rocznica :)

Dzisiaj mija dokładnie rok od mojego pierwszego treningu biegowego. 19.05.2014 rozpoczęła się moja przygoda z bieganiem. Co się zmieniło przez ten czas?

Po pierwsze, poprawiła się moja kondycja. Chęć poprawy formy była, obok chęci rozprawienia się z nadprogramowymi kilogramami, moją główną motywacją. Waga spadła o 11 kg. Nadal nie jest idealnie, ale pracuję nad tym 🙂

Moja biegowa metamorfoza – 74 kg vs. 63 kg 😉

Jak to się wszystko w ogóle zaczęło, to najlepiej przeczytać na stronie o mnie 🙂

Teraz trochę liczb 🙂

W ciągu tego roku przebiegłam (wg mojego Endomondo) 817 km, co zajęło mi 4d:06g:08m 🙂
Wzięłam w tym czasie udział w 27 zawodach biegowych – 14 w 2014 roku i (jak do tej pory) 13 w 2015.

Pierwszy start w zawodach: 29.06.2014 r. Samsung Irena Women’s Run (dystans: 5 km, czas: 00:35:05, miejsce open: 1487). Na edycję 2015 jestem już dawno zapisana. Mam do tego biegu duży sentyment 🙂 Relacja z pierwszej edycji: tutaj.

 Ja i mój pierwszy biegowy medal 🙂

Najdłuższy pokonany do tej pory dystans to 21,0975 km, czyli półmaraton. Zrobiłam to nawet dwukrotnie – pierwszy raz startując w 10. PZU Półmaratonie Warszawskim i drugi raz w 1. PKO Półmaratonie w Sopocie. Myślę, że powtórzę start na tym dystansie w tym roku chociaż jeszcze raz 🙂

Mój biegowy rok. W maju 2015 mam na chwilę obecną wybiegane 45 km.
 
Najwięcej kilometrów (106 km) wybiegałam w październiku. Jak do tej pory jest to jedyny miesiąc w którym przekroczyłam liczbę 100. Udało mi się o dzięki wyzwaniu 100 km w miesiąc, jakiego się wtedy podjęłam.
 
Moje wyniki sportowe:
Najszybszy kilometr: 00:03:25 (tak zeznaje moje Endomondo)
Test Coopera (12 min): 2,43 km (jw.)
5 km (oficjalny): 00:27:24, Grand Prix City Trail Warszawa VI
10 km (oficjalny): 00:59:14, Orlen Warsaw Marathon – Bieg OSHEE
15 km (oficjalny): 01:34:38, XXXII Bielański Bieg Chomiczówki
21,0975 km (oficjalny): 02:21:32, 10. PZU Półmaraton Warszawski

 

Postawiłam przed sobą nowe cele:
start w duathlonieDuathlon Maków Mazowiecki
Od wczoraj mam nowy rower, dzięki któremu będę w stanie o wiele lepiej sprostać temu wyzwaniu.  Wiem, że rower za mnie nie pojedzie, więc teraz poza treningami biegowymi, będą także treningi rowerowe. Jeszcze nie wiem kiedy je wcisnę w swój plan dnia, ale coś wymyślę 😉

 Rower Liv Thrive

 

start w maratonie37. Maraton Warszawski
Mam dużo pokory przed królewskim dystansem, ale wierzę że z pomocą mojego Trenera dam radę odpowiednio się do tego startu przygotować. Celuję w wynik pomiędzy 4 a 5 h. Bardzo chciałabym żeby mieć na mecie czas zbliżony bardziej do 4 niż do 5h, ale zobaczymy 😉 Zdecydowałam się na start w maratonie jako biegacz charytatywny. Prowadzę więc zbiórkę pieniędzy na podopiecznych Fundacji “Dzieci Niczyje” w ramach akcji #BiegamDobrze. Pakiet startowy otrzymam, gdy zebrana przeze mnie kwota na rzecz Fundacji przed 15.08 wyniesie minimum 300 zł. Jeśli możesz, jeśli chcesz wesprzyj proszę moją zbiórkę: https://rejestracja.maratonwarszawski.com/pl/charity/221 Pomożesz w ten sposób chronić dzieci przed przemocą i wykorzystywaniem.

Tuż przed rocznicą zaliczyłam swój pierwszy parkrun. Zarejestrowałam się już jakiś czas temu, ale jakoś się nie udawało dotrzeć w sobotę o 9:00 do jednego z parków, w którym organizowane są te biegi. Na szczęście udało się to zmienić! Bardzo podobało mi się na pierwszym biegu i na pewno nie będzie on ostatnim. Więcej można przeczytać: link.

Co jeszcze? Na Endomondo utworzyłam rywalizację ZabiegAnna Drużyna. Aktualnie dołączyło do niej 246 osób, z których 240 ma wybiegane jakiekolwiek kilometry. Zapraszam i Ciebie, żebyś do dołączył/a i biegał/a razem ze mną, jeśli tylko masz taką ochotę 🙂 Tak naprawdę nie o rywalizację, a o wzajemną motywację chodzi. Razem jest przecież łatwiej! Myślę, że jestem dobrym przykładem na to, że warto biegać i że można coś w swoim życiu zmienić na lepsze. Zapraszam także do społeczności w Google+: https://plus.google.com/communities/116027492230341271695 Tylko uwaga (!) – bieganie wciąga 😉

Mnie jak widać wciągnęło:) Wytrwałam w bieganiu rok, nie odpuszczając nawet zimą. Wiem, że nie była zbyt ostra w tym roku, ale i tak uważam to za swój mały sukces 🙂 Wstrzymałam treningi jedynie z powodu zabiegu usunięcia pęcherzyka żółciowego. Cóż, siła wyższa 😉

Co mi daje bieganie? Radość, satysfakcję, większą pewność siebie, nowe znajomości, chęć do dalszej pracy nad sobą. Choć nie biegam dla wyników, w takim sensie, że liczy się dla mnie każda urwana sekunda, to chcę się w bieganiu rozwijać, poprawiać. Nie, nie marzę o staniu na pudle, zresztą pewnie i tak nie byłoby to nigdy możliwe 😉

Dla mnie każdy bieg to osobiste zwycięstwo nad sobą, nad swoim lenistwem, nad słabością. Bieganie daje mi możliwość (o ironio;)) zatrzymania się na chwilę w codziennym pędzie. Mam czas żeby coś przemyśleć, żeby złapać dystans, żeby się zatrzymać i popatrzeć na piękne niebo o zachodzie słońca, nacieszyć oczy zielenią, kontaktem z naturą… To coś więcej niż przebieranie nogami dla lepszej kondycji. Cieszę się, że rok temu odważyłam się wkroczyć na biegową ścieżkę 🙂

A do tego wszystkiego zostałam blogerką 🙂 Wiem, że moje blogowanie, które niektórych pewnie śmieszy, pomaga innym zmienić siebie. I dlatego nie zamierzam przestawać rozwijać się i na tym polu. Bogatsza o rok doświadczenia, będę się dalej dzielić swoją pasją z Innymi 🙂 Zapraszam też na moją stronę na Facebooku: www.facebook.com/zabieganna

A na koniec trochę zdjęć 😉

12.07.2014 III Bieg Morskie Oko (5 km)
 
26.07.2014 XXIV Bieg Powstania Warszawskiego (5 km)

07.09.2014 Bieg Serca (25×400 m)

21.09.2014 Bemowski Bieg Przyjaźni – Bieg Przodowniczek Pracy (5 km)
 
 28.09.2014 Bieg na Piątkę (5 km)

05.10.2014 Biegnij Warszawo  (10 km)
 
19.10.2014 I Bieg Instytutu Lotnictwa (5 km)
 
11.11.2014 Bieg Niepodległości (10 km)

22.11.2014 9. Bieg ENTRE (10 km)

06.12.2014 Świąteczny Bieg Mikołajkowy
 
 03.01.2015 III Bieg Noworoczny (8 km)

fot. TomTom
 
11.01.2015 9. Bieg Policz się z cukrzycą (5 km)
  
13.01.2015 On the run (5 km)
 
18.01.2015 XXXII Bielański Bieg Chomiczówki (15 km)
 
15.03.2015 Cykl City Trail Warszawa 
 
 22.03 Chęć na Pięć w Lublinie (5 km)
 
29.03.2015 10. PZU Półmaraton Warszawski – debiut na 21,0975 km
 
11.04.2015 Wieliszewski Crossing – WIOSNA (12,5 km)
 
26.04.2015 Orlen Warsaw Marathon – Charytatywny Marszobieg (4,6km) i Bieg OSHEE (10 km)
 
02.05.2015 PKO Półmaraton Sopot
 
16.05.2015 parkrun Warszawa-Praga (5 km) – pierwszy parkrun

 #bieganie #treningbiegowy

Wyniki sportowe: Biegowe podsumowanie marca 2015

Tym razem będzie krótko 😉 Najważniejszym podsumowaniem biegowym marca 2015 było dla mnie ukończenie pierwszego biegu na dystansie półmaratonu.

Relację z tych zawodów – 10. PZU Półmaratonu Warszawskiego – zamieściłam tutaj.

Treningi w marcu były powrotem do biegania po przymusowej 6-tygodniowej przerwie. Tym bardziej cieszę się, że udało mi się odzyskać formę na ten wymarzony start.

Rozpoczęłam też jazdę na rowerze, ale na razie z marnym skutkiem – poprzestałam na jednej, i to komunikacyjno-rekreacyjnej, a nie treningowej – przejażdżce. W perspektywie mojego wrześniowego startu w Duathlon Maków Mazowiecki będzie się to musiało wkrótce zmienić.

Przy okazji, zachęcam w kwietniu i maju do udziału w rywalizacji na Endomondo:
https://www.endomondo.com/challenges/21011903

01.04 ruszyła rywalizacja “Biegasz dla siebie, pobiegnij dla innych”.
Raiffeisen Bank Polska S.A przekaże 100 tys. złotych na rzecz Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą. Ale jest warunek, trzeba wspólnie osiągnąć dystans 10 milionów kilometrów.

Dołącz do Justyny Kowalczyk i wesprzyj tę akcję! Biegasz, to wiesz jak ważny jest każdy oddech!
https://www.endomondo.com/challenges/21011903

I właśnie dlatego biegam z Endomondo!

PS. Możesz dołączyć nawet gdy nie biegasz, wystarczy że chodzisz 🙂

‪#‎biegajipomagaj #biegamipomagam

Mam swojego trenera! :)

Przedstawiam Wam Kubę, mojego trenera 🙂

Kuba (właściwie to Jakub Karasek, biegacz amator i autor bloga “W nogi – czyli rzecz o bieganiu“) przygotowuje mnie do mojego debiutu na dystansie 21,0975 km w 10. Półmaratonie Warszawskim.
Rozpoczęliśmy współpracę 09.01.2015 r. i już 11.01 pojawił się pierwszy sukces – moja życiówka na 5 km (czas: 00:28:05) w biegu z cyklu Grand Prix Warszawa City Trail w Lesie Młocińskim 🙂

Kolejnym ważnym punktem był mój start 18.01 w XXXII Biegu Chomiczówki na 15 km, czyli na dystansie, którego nigdy wcześniej nie przebiegłam. Był to bieg, który miał mi w pewnym stopniu przybliżyć co mnie czeka 29.03. Kuba zaproponował mi taktykę biegu, którą zrealizowałam podczas startu jak najlepiej umiałam. Założenie było takie, by biec stopniowo coraz szybciej. Ostatnie 5 km pokonałam w czasie mojej życiówki na tym dystansie. Po 10 km biegu! Dodało mi to dużo wiary w siebie. I potwierdziło, że taktyka była słusznie dobrana. 

Niestety, ze względu na zabieg, któremu musiałam się poddać 20.01 nastąpiła 6-tygodniowa przerwa w treningach. Do biegania wróciłam na 4 tygodnie przed startem w #warsawhalf. 
15.03, po 2 tygodniach treningów (oczywiście pod kierunkiem Kuby) wzięłam udział w ostatnim biegu z cyklu City Trail. I znów uzyskałam swój najlepszy jak do tej pory czas 00:27:24. 
Kuba również startował w tym cyklu i to z bardzo dobrymi wynikami. W ostatnim biegu zajął 3. miejsce, uzyskując tym samym 4. w klasyfikacji generalnej całego cyklu. Do tego wybiegał 2. miejsce w swojej kategorii wiekowej M20 w całym cyklu. I jeszcze pierwsze w klasyfikacji generalnej drużyn wraz z kolegami z drużyny ENTRE.PL.

Jakiś czas temu pisałam tutaj, że bieganie z planem treningowym jest dla mnie bardzo motywujące. Bieganie z planem opracowywanym przez trenera jest motywujące jeszcze bardziej! W końcu poświęca swój czas, aby opracować dla mnie plan, więc naprawdę trudno jest opuścić trening z powodu zwykłego “nie chce mi się” 😉

Dzisiaj przede mną kolejny “sprawdzian”. Kuba zapowiedział, że może pojawić się gdzieś na trasie w roli kibica 😉 Sam tydzień temu ustanowił swój życiowy rekord na dystansie półmaratonu w Półmaratonie Marzanny w Krakowie – czas 1:17:21 i miejsce 28/3247. Kosmiczny czas! Dla mnie satysfakcjonujące będzie już samo ukończenie biegu na dystansie półmaratonu. W końcu i tak to będzie życiówka ;P

Wyniki sportowe: Biegowe podsumowanie lutego

W lutym przebiegłam 4 km. Wydawałoby się więc, że praktycznie nie ma nic do podsumowywania. Tymczasem jest inaczej 🙂


luty 2015
 
Z dość sporym poślizgiem (w końcu mamy już połowę marca) udało mi się podsumować mój biegowy luty. 
Faktycznie, jeśli chodzi o kilometraż, to trudno go nazwać imponującym 😉 Jednak były to pierwsze kilometry po blisko 6-tygodniowej przewie (bez jednego dnia) w bieganiu. Przerwa była spowodowana względami zdrowotnymi. Miała trwać 4 tygodnie, czyli zgodnie z wytycznymi lekarskimi po zabiegu usunięcia pęcherzyka żółciowego. Trwała jednak dłużej, bo pod koniec zwolnienia przyplątała mi się infekcja. 
29.03 mam zaplanowany start w 10. PZU Półmaratonie Warszawskim (debiut na tym dystansie) wolałam więc poczekać jeszcze z powrotem do biegania aż się wykuruję. Obawiałam się, że jeśli wrócę za wcześnie, to przeziębienie się rozwlecze i wtedy o wymarzonym starcie będę mogła zapomnieć.
 
W efekcie na rozruszanie się przed półmaratonem zostały mi 4 tygodnie. Nie jest to dużo, ale pozwala mi jednak myśleć o starcie. Oczywiście nie będzie to bieg po żaden rekord, satysfakcja będzie już z samego ukończenia biegu. Na wybieganie wyników przyjdzie jeszcze pora 🙂
 
Czasu, w którym nie mogłam biegać nie uważam jednak za stracony. W końcu w życiu każdego sportowca zdarzają się takie momenty, kiedy nie trenuje – od kontuzji, przez chorobę, po celowe roztrenowanie. Dobrze więc mieć już jakieś doświadczenie z taką przymusową (w moim wypadku) przerwą, żeby wiedzieć jak postępować w takim przypadku w przyszłości. Co prawda drugiego pęcherzyka żółciowego nie mam ;), ale zawsze może się zdarzyć inna przyczyna dłuższego unieruchomienia.
 
Jak sobie więc radziłam w trakcie przerwy od biegania? Pierwsze dni po zabiegu najlepiej mi się spędzało na leżąco, choć zalecenie lekarskie było, aby jednak się ruszać, nie zalegać w łóżku, żeby nie tworzyły się zrosty pooperacyjne. Starałam się więc chodzić mimo bólu i dyskomfortu, ale na początku w grę wchodziło jedynie poruszanie się po mieszkaniu. O bieganiu wtedy jeszcze nie myślałam 😉 Pierwszy prawdziwy, choć krótki spacer odbyłam po tygodniu. I w zasadzie tydzień po zabiegu odczułam już zauważalną poprawę samopoczucia. Stopniowo wydłużałam więc czas i dystans spacerów. I to właśnie spacery były moim sposobem na podtrzymanie aktywności fizycznej w trakcie rekonwalescencji. Wiem, że nie w każdym przypadku unieruchomienia spacery wchodzą w grę, ale jeśli nie ma przeciwskazań, to spacery w znacznym stopniu pomagają zrekompensować przerwę w bieganiu. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma 🙂 W moim przypadku nie były zbyt intensywne, zwykle 3-4 km, za to z pchaniem wózka dziecięcego przed sobą 😉
 
Kiedy odzyskałam już nieco siły, trudno było mi wytrzymać w domu, bo po pierwsze w perspektywie były wspomniane już zawody, a po drugie miałam wizję przybrania kilku (czytaj: kilkunastu) kilogramów a przecież chcę kilogramy zrzucać, a nie wrzucać na siebie 😉 
Przytyć na szczęście nie przytyłam, wizja obrastania w tłuszcz okazała się więc być mocno przesadzona 😉 W którymś momencie perspektywa rezygnacji ze startu w półmaratonie też przestała być straszna. Pomyślałam sobie, że trudno, najwyżej nie pobiegnę w TYM półmaratonie, ale to nie oznacza, że nie pobiegnę w innym. Oczywiście nie zamierzałam się poddawać, ale też przestałam odczuwać jakąś presję, w którą sama wcześniej się wkręciłam.
 
Myślę, że niezależnie od przyczyny przerwy od biegania, ważne jest zachowanie zdrowego rozsądku. Czasami nogi same rwą się do biegu, zwłaszcza, że w tym roku zima nas rozpieszcza i przypomina raczej wczesną wiosnę (przynajmniej w Warszawie tak jest). W słoneczne dni najtrudniej było mi powstrzymać chęć założenia butów i pobiegania. Zacytuję tu jednak słowa mojego Trenera (i autora bloga W nogi – czyli rzecz o bieganiu), Kuby Karaska: “Do treningu lepiej wrócić 2 dni za późno, niż 1 dzień za wcześnie”.
 
Jeśli zbyt wcześnie wrócimy do biegania ryzykujemy pogorszeniem samopoczucia lub odnowieniem kontuzji. Intensywność treningu lepiej jest zwiększać powoli i obserwować jak na ten powrót reaguje nasz organizm, a nie od razu porywać się na wykonywanie treningów sprzed okresu przerwy.
W tej chwili mam już za sobą kilka treningów po przerwie. Pierwszy potraktowałam dość zachowawczo. Nie wiedziałam jak moje ciało zareaguje na bieg. Na co dzień już nic mnie nie bolało, ale bieganie to jednak spory wysiłek. Pierwsze bieganie (w ostatni dzień lutego) trwało 30 minut i przebiegłam wtedy 4 km. Przerwę w bieganiu odczuwam, bo przed operacją te same dystanse co teraz biegało mi się lżej. Z każdym kolejnym treningiem jest jednak lepiej i czuję się pewniej na biegowej ścieżce.
Przyznaję, że przerwa trochę mnie rozleniwiła. Przed zabiegiem zaczęłam ćwiczyć pilates, żeby wzmocnić wszystkie mięśnie. Do regularnego biegania już wróciłam, do pilatesu jeszcze nie. Jakoś tak nie mogę się zorganizować, ale myślę że już niedługo wpadnę na właściwy tor biegowych (i nie tylko) treningów. 

Wyniki sportowe: Biegowe podsumowanie stycznia

Pierwszy miesiąc nowego roku już za nami. Ale ten czas szybko BIEGNIE… 😉 Wypada więc zrobić małe podsumowanie stycznia.

Ilość wybieganych kilometrów: 80,37 km
Ilość biegowych treningów: 9
Starty w zawodach biegowych: 5 (1×8 km, 3×5 km, 1×15 km)

Jeśli chodzi o sukcesy, to udało mi się poprawić swój czas na 5 km. Aktualna “życiówka” to 28:05.

Tak dla wyjaśnienia, biegowy styczeń zakończyłam w niedzielę 18.01 startując i pokonując po raz pierwszy dystans 15 km w XXXII Bielańskim Biegu Chomiczówki.

Właśnie mijają 2 tygodnie od mojego ostatniego biegania. Oj, pobiegałabym sobie! Dzisiaj taka piękna pogoda. Na razie jednak muszę jeszcze trochę wytrzymać bez większej aktywności fizycznej. Wszystko dlatego, że 20.01 miałam zabieg usunięcia pęcherzyka żółciowego, bo sobie w nim wyhodowałam trochę kamyczków i musiałam się go niestety pozbyć. Mam nadzieję, że już niedługo wrócę na biegowe ścieżki, a tymczasem stopniowo wydłużam spacery 😉 Lekarz zalecił się ruszać, ale nie wolno się forsować. Spacery są więc moim bieganiem 🙂 Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma 🙂

A teraz najlepsze – styczeń 2014 vs styczeń 2015 🙂

styczeń 2014 – bieganie: 0 km, waga: 71,9 kg
styczeń 2015 – bieganie: 80,37 km, waga: 61,9 kg

Styczeń 2014 vs styczeń 2015 🙂 

Wnioski wyciągnijcie sami 😉

Podsumowanie 2014 i cele na 2015

19 maja 2014 r. wyszłam na swój pierwszy trening biegowy. W ciągu tych kilku miesięcy wybiegałam 532 km . Gdyby mi ktoś rok temu powiedział, że będę biegać, w dodatku także zimą, to pewnie bym mu nie uwierzyła… 😉

Na 2014 rok miałam tak naprawdę jedno postanowienie – schudnąć i popracować nad swoją kondycją, która była krótko mówiąc słaba, czy też jak ja ją nazywam – ujemna.
04.01.2014 r. ważyłam 74,2 kg. To nic, że 5 dni wcześniej urodziłam dziecko, bo przed ciążą było podobnie – 02.01.2013 r. moja waga wskazywała 73,3 kg. Plan minimalny to było zejście z wagą poniżej 70 km. Takie postanowienie robiłam sobie wcześniej już kilka razy, ale tym razem się zawzięłam. Wiedziałam, że coś się musi wreszcie zmienić. Dlatego okres, w którym życie zawodowe zeszło na drugi plan i w którym, przynajmniej teoretycznie, powinnam mieć więcej czasu dla siebie, postanowiłam wykorzystać na to, żeby dojść ze sobą do ładu. Chciałam w końcu poczuć się sobą ze sobą, bo rozmiar 42 mi nie leżał… Dlaczego zaczęłam biegać napisałam tutaj, nie będę się więc powtarzać. Faktem jest, że wkręciłam się w bieganie i zrzucanie kilogramów przestało być jedynym powodem dla którego biegam. Chcę jeszcze zrzucić 7 kg. I to jest cel na ten rok. Będę jednak biegać dalej, nawet kiedy waga będzie wreszcie pokazywać moje wymarzone 58 kg 🙂

Tak wyglądał mój pierwszy biegowy rok (wiem, że nie cały;)) w liczbach:
– ilość kilometrów: 532
– liczba treningów: 95
– start w zawodach: 14 (pierwszy start: Samsung Irena Women’s Run, 5 km)
– najdłuższy przebyty dystans: 13,75 km
– najlepszy czas na 5 km: 00:29:02
– najlepszy czas na 10 km: 01:01:17
– najbardziej biegowy miesiąc: październik (106 km)
– ilość zgubionych kilogramów: 9,1 (aktualnie moja waga pokazuje 65,1 kg)

Jaki jest plan na 2015?
– zrzucić wspomniane wyżej 7 kg,
– przebiec półmaraton (planuję start 29.03.2015 r. w 10. Półmaratonie Warszawskim), a może dwa,
– poprawić życiówki na 5 km i na 10 km; nie mam ambicji biegać 5 km w 15 min, a 10 km w pół godziny, ale wiem, że stać mnie na więcej; chciałabym 5 km biegać w 25 min, a 10 km w 50-55 min, będę się więc starać zbliżyć do tych założeń
– dalej pracować nad formą, bo choć jest już lepiej, to wiele jeszcze jest do zrobienia
– pisać relacje z zawodów na bieżąco 😉

PS. Na Endomondo założyłam rywalizację ZabiegAnna Drużyna. Zapraszam Was, żebyście do niej dołączyli i biegali razem ze mną, jeśli tylko macie taką ochotę 🙂 Choć tak naprawdę nie o rywalizację, a o wzajemną motywację chodzi. Razem będzie łatwiej. Myślę, że jestem dobrym przykładem na to, że warto biegać i że można coś w swoim życiu zmienić na lepsze. Tylko uwaga (!) – bieganie wciąga 😉

Wyzwanie “100 km w miesiąc” vol. 2

Za pierwszym razem się nie udało, ale nie byłabym sobą, gdybym nie podjęła tego wyzwania po raz drugi. Tym razem nie zawiodłam. I na własnych nogach pokonałam 100 km w ciągu jednego miesiąca. W zasadzie to wyrobiłam się przed czasem 🙂

Ostatnio zorientowałam się, że nie napisałam nic na temat drugiego podejścia do swojego drugiego wyzwania. Tzn. napisałam na fb, ale nie tu. Pora więc nadrobić zaległości, bo wyzwanie zakończyłam już ponad 3 tygodnie temu!

Poprzednia nieudana próba pokonania 100 km biegiem w ciągu jednego miesiąca, o której pisałam tutaj, zakończyła się 05.10.2014, więc od razu 06.10 rozpoczęłam drugie podejście. No bo jak to? Tak po prostu odpuścić? Nie ma mowy! Gdy ktoś (lub coś) mi mówi, że nie dam rady, to jest to dla mnie najlepsza motywacja. Nie da się? A właśnie, że się da! Tylko patrz!

Najlepsza motywacja 🙂

Tym razem tak mi właśnie powiedziało pierwsze podejście do tego wyzwania. Gdy motywacja jest dobra, to i wyniki od razu lepsze. Koniec wyzwania przypadał na 05.11.2014 r. Setny kilometr przekroczyłam 04.11, czyli przed terminem 🙂

Dni biegowych było 14 (czyli wyszło 100 km w dwa tygodnie;)). W tym czasie trzy razy wzięłam udział w zawodach – dwa razy na dystansie 5 km i raz na dystansie 10 km. Dwa z nich odbyły się nawet jednego dnia 🙂 – czytaj tutaj.

  

 
    Kilka kadrów z mojego wyzwania
W trakcie wyzwania dorobiłam się też jednego czarnego paznokcia;)
 
A mój mini-blog na Facebooku zyskał 100 Fana 🙂
 100 km i 100 “lajków” 🙂

Co mi dało to wyzwanie? Przede wszystkim dodatkową motywację. Wiedziałam, że dam radę wybiegać te kilometry i nie chciałam zawieść samej siebie. Po całym dniu z dziećmi czasami naprawdę było ciężko wyjść pobiegać. Godzina 22:00, ciemno, już nie tak ciepło jak latem… Łatwiej byłoby na pewno zalec na kanapie przez telewizorem… Ale nigdy nie żałowałam swojej decyzji. Bieganie to czas tylko dla mnie – okazja do pobycia samej ze sobą, ze swoimi myślami, do złapania oddechu, dystansu… Taki mały reset. No i jeszcze okazja do pogadania z Bratem nr 1, bo najczęściej biegam właśnie z nim.

To wyzwanie było kolejnym krokiem do zmiany stylu i trybu życia, jaką się zdecydowałam wprowadzić pół roku temu. Myślę, że na obecnym etapie nie potrzebuję już specjalnej zachęty, żeby wyjść pobiegać. Bieganie weszło mi w krew i gdy nie mogę wyjść pobiegać, to zwyczajnie czegoś mi brakuje. Uważam jednak, że stawianie sobie wyzwań pomaga nam się rozwijać. Stanowi też miłe urozmaicenie codziennych treningów. Dlatego zachęcam każdego początkującego biegacza do podjęcia podobnego wyzwania. Zwłaszcza, gdy ktoś ma kłopoty z utrzymaniem systematyczności treningów 😉

W trakcie wyzwania, tak “przy okazji”, zrealizowałam też 4 tygodnie z mojego planu treningowego do 10. Półmaratonu Warszawskiego. I to jest teraz moje największe wyzwanie 🙂

10. PZU Półmaraton Warszawski – witamy na liście startowej!
Twój numer startowy to: 1536

Pół roku za mną, czas na podsumowanie

Dokładnie pół roku temu, 19 maja, zaliczyłam swój pierwszy trening biegowy. Co się zmieniło przez ten czas?

W ciągu 6 miesięcy pokonałam biegiem (no dobra, początkowo także marszobiegiem;)) prawie 450 km. Wzięłam udział w 11 zawodach biegowych (na dystansie 5 km i 10 km), w którym ścigałam się sama ze sobą. Co zyskałam, co straciłam? Pora na mały bilans zysków i strat;)

 
Rekordy życiowe według Endomondo.

Zyski:
lepsza figura
lepsze samopoczucie
większa wiara w siebie
udowodnienie sobie (i innym), że można coś zmienić w życiu
większa świadomość własnego ciała
większa wiedza na temat zasad zdrowego odżywiania i częściowe (walka ze złymi nawykami ciągle trwa) wcielenie ich w życie

Straty:
5 kg (pożegnane bez żalu:))
jeden paznokieć

Moje wyniki sportowe:
Najszybszy kilometr: 00:03:25
Test Coopera (12 min): 2,43 km
Najlepszy wynik na 5 km (oficjalny): 00:29:03 uzyskany w I Biegu Instytutu Lotnictwa
Najlepszy wynik na 10 km (oficjalny): 01:01:17 uzyskany w XXVI Biegu Niepodległości
Najdłuższy przebyty (do tej pory:)) dystans: 13 km
Pierwszy start w zawodach: 29.06.2014 r. Samsung Irena Women’s Run, dystans 5 km

 

Podsumowując – było warto i na pewno nie przestanę biegać, bo bieganie weszło mi w krew. Żałuję tylko, że nie mogę mojej małej “rocznicy” uczcić biegająco. Niestety stan zdrowia jeszcze na to nie pozwala. Powoli dochodzę do siebie, nie chcę więc tego zepsuć, choć nie powiem, bardzo mnie korci żeby wyjść trochę pobiegać. Na razie musi jednak wystarczyć spacer:)

#Bieganie

Wyzwanie “100 km w miesiąc” vol. 1

We wrześniu podjęłam wyzwanie przebiegnięcia 100 km w miesiąc od Aga4Run. Agnieszka w ten sposób postanowiła nagrodzić swoich fanów na Facebooku – 100 fanów => 100 “lajków” =>100 km biegiem w miesiąc. Śledziłam Jej postępy i pod wpływem chwili , czytając podsumowanie “wyzwaniowego” miesiąca, postanowiłam podjąć wyzwanie rzucone przez Nią każdemu biegowemu amatorowi na blogu. “A co,?! – pomyślałam – nie dam rady?! Przecież jestem w stanie przebiec 25 km w tygodniu, miesiąc ma ich mniej więcej 4 – to tak z grubsza licząc powinno się udać”. Ale niestety się nie udało:(

Do ukończenia wyzwania zabrakło mi 19,41 km. Czyli 1/5 zakładanego dystansu. Dużo i niedużo jednocześnie. Wiem, że są tacy, którzy potrafią przebiec cały ten dystans w jeden dzień, ale do tego poziomu wiele mi brakuje, więcej – takiego poziomu pewnie nigdy nie osiągnę. Ale tu nie o to chodziło. W końcu wyzwanie skierowane było do amatora. Chodziło o sprawdzenie się, o wypracowanie regularności w treningach, dodatkową motywację… Niestety, czasem jest tak, że my chcemy zrobić jedno, ale życie ma inne plany. W trakcie wyzwania dopadło mnie przeziębienie. Cały tydzień “wyleciał” mi z treningów. Postanowiłam więc, że wyzwanie przedłużę do 5.10 – czyli o tyle dni, ile zabrało mi przeziębienie. Niestety, nie pomogło.
W minionym tygodniu biegałam tylko dwa razy. Kiedy jest się mamą nie zawsze jest się panią własnego czasu. Przynajmniej mi nie zawsze się to udaje. Bo ja planuję jedno, a dzieje się drugie. Swoje bieganie muszę dostosowywać do mojego młodszego Synka, który ma 9 m-cy i którego nadal karmię piersią. I który jest do mnie z tego powodu baaardzo przywiązany;) Czasami po prostu nie uśnie beze mnie, nie pomaga nawet mleczko zostawione w butelce. Smoczek to nie to samo, z tego chyba powodu nie używa też smoczka-uspokajacza. Żaden mu się nie podobał. Staramy się to zmienić (to uzależnienie od mamy), bo jest to problem nie tylko ze spaniem, ale i z jedzeniem – ciężko go namówić do zjedzenia czegoś innego i zaczynam się tym poważnie martwić, bo przecież powinien w tym wieku jeść o wiele więcej. Tą swoją niechęcią do jedzenia zaskoczył i nas ,i innych członków rodziny (starszy Synek też nie należał do dzieci chętnie jedzących, ale problemy zaczęły się później, na etapie wprowadzania grudek, a nie już na samym wstępie). Jedyny sposób na tego małego niejadka (choć na zabiedzonego to on nie wygląda;)), to ciągłe próbowanie, szukanie patentu na zachęcenie go do próbowania nowych smaków. Będąc rodzicem trzeba się czasem wznieść na wyższe pokłady kreatywności;) Nie idzie to wszystko jednak tak szybko jakbyśmy chcieli. Czasami mam wręcz wrażenie, że idzie to w zupełnie inną stronę, niż byśmy tego pragnęli. No, ale to odrębny temat, chciałam jedynie przybliżyć aktualną sytuację rodzinną;)
W tym tygodniu mój mleczkozależny Synek na dodatek był chory (starszy Synek zresztą też), więc domagał się większej uwagi niż zwykle. Nie marudzę, po prostu mówię jak jest:) Żeby się za bardzo nie rozwodzić nad wątkiem tylko pobocznie związanym z tematem – krótko mówiąc – ten dodatkowy tydzień niewiele zmienił w sytuacji wyzwania. Przebiegłam tylko połowę dystansu potrzebnego do jego ukończenia. I tak, czuję niedosyt i jest mi lekko niewygodnie z tym, że się nie udało, ale nie ma co biadolić, tylko jest kolejny miesiąc, więc ogłaszam “Wyzwanie 100 km” vol. 2:)
Spróbuję w miesiąc (tym razem od 06.10 do 05.11) pokonać jednak te 100 km, bo wiem, że jest to w moim fizycznym zasięgu. Będzie okazja zwiększyć kilometraż w pojedynczym treningu. W końcu jeśli w przyszłym roku mam przebiec półmaraton (lub dwa;)), to samo się nie zrobi!