Jestem taka piękna

Na tym filmie byłam już jakiś czas temu. Wyciągnęłam Męża do kina i choć Przyjaciółka, gdy jej powiedziałam na jaki film się wybieramy, stwierdziła, że to chyba nienajlepszy pomysł, bo to przecież babski film i się chłopak wynudzi (nie oglądała jeszcze wtedy tego filmu), to on wcale na znudzonego nie wyglądał. Ale ja nie o tym chciałam… Choć może trochę i o tym, bo już na wstępie chciałam zaznaczyć, że to wcale nie jest film “babski”, czyt. tylko dla kobiet.
Czytaj dalej Jestem taka piękna

Refleksja biegacza: Żeby przyspieszyć, najpierw trzeba czasem trochę zwolnić

Ostatni miesiąc obfitował w ważne dla mnie wydarzenia sportowe: pierwszy start w duathlonie, pierwszy start w biegu sztafetowym, debiut na królewskim dystansie… Sporo się działo także na niwie pozasportowej: Synek nr 1 poszedł do zerówki, rozpoczęłam dietę która ma mi pozwolić rozprawić się ostatecznie z ostatnimi nadprogramowymi kilogramami. Nadszedł też czas “rozstania” z Synkiem nr 2, bo po blisko 2 latach przerwy, od 1.10 wróciłam do pracy.

Czytaj dalej Refleksja biegacza: Żeby przyspieszyć, najpierw trzeba czasem trochę zwolnić

Refleksja biegacza: #BiegamDobrze tylko… wolno :)

Wczoraj uczestniczyłam w treningu FMW runners*. Po raz pierwszy. Trudno mi się wyrwać na zorganizowany trening oddalony od domu, dlatego do tej pory nie miałam okazji brać udziału w tym projekcie. Jednak wczorajszy trening był wyjątkowy, bo zaproszeni zostali szczególnie biegacze, którzy biorą udział w akcji #BiegamDobrze towarzyszącej 37. Maratonowi Waszawskiemu. Nie mogło więc i mnie zabraknąć 🙂

Z trudem, ale dotarłam punktualnie na miejsce 🙂
Teraz, już po treningu, stwierdzam, że #BiegamDobrze tylko… wolno ;P
Zaliczyłam 9 podbiegów Agrykolą (3 długie, 3 średnie i 3 krótkie) + rozgrzewkę, w tempie zbliżonym bardziej do mojego biegania w zawodach na 10 km, niż do tego z treningów 😉 Poza tym utwierdziłam się w przekonaniu, że z koordynacją ruchów to u mnie mocno średnio, o rozciąganiu to już może nawet nie powinnam wspominać… 😉
To był fajny, mocny trening. Miło było popatrzeć na innych silnych biegaczy na podbiegach. Było kogo podziwiać! Między innymi Veganowego Pana Banana – tym razem incognito, bo bez bananowego stroju 😉 Nie ukrywam, że dla mnie wlokącej się praktycznie na końcu, było to też trochę deprymujące, ale dzisiaj działa bardziej motywująco 😉
Zabrakło mi tylko tego, na co liczyłam jadąc na trening – poczucia wspólnoty z innymi biegaczami charytatywnymi. Myślałam, że będzie można się dowiedzieć kto dla jakiej fundacji biegnie, poznać osoby pracujące w fundacjach które wspieramy… Zabrakło kogoś kto poprowadziłby to spotkanie, nie tylko pod względem sportowym. Pech chciał, że Marek Tronina, Dyrektor Fundacji Maraton Warszawski i redaktor naczelny miesięcznika “Bieganie”, nie dojechał. Może to dlatego? Jakoś tak wszystko odbyło się anonimowo 🙁  Może inni brali już udział we wcześniejszych treningach, przyszli ze “swoim towarzystwem”… Ja byłam sama (Milenę With a SMile, z którą się umawiałam niestety zatrzymały obowiązki w pracy) i jakoś nie do końca potrafiłam się tam odnaleźć…
Ale dość marudzenia! Jestem pod ogromnym wrażeniem formy Julita Kotecka – złap dystans! 🙂 Bo Bartka Olszewskiego warszawskibiegacz.pl​ to już miałam wcześniej kilka razy okazję podziwiać na żywo, np. w biegu Szybko po Woli​ – kiedy ja kończyłam 1 pętlę, on już kończył 2 😉
W najbliższym czasie będzie trudno, ale myślę, że przed wrześniowym maratonem jeszcze się wybiorę na trening FMW runners, może tym razem dla odmiany w innej lokalizacji. 🙂
Cóż, dużo pracy przede mną! Chyba za rzadko wychodzę ze swojej strefy komfortu na treningach… Tylko z drugiej strony, czy muszę?;)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich biegaczy charytatywnych! 🙂
#BiegamDobrze tylko wolno 😉
*FMW Runners to społeczność biegowa, która powstała z inicjatywy Fundacji “Maraton Warszawski”, przy okazji treningów do 10. PZU Półmaratonu Warszawskiego. To miejsce dla ludzi, którzy czerpią radość z biegania, są otwarci na nowe znajomości i chętni do pokonywania kolejnych dystansów. To także możliwość udziału we wspólnych, zorganizowanych treningach. Spotkania FMW Runners są bezpłatne i odbywają się zawsze o 18:00 w trzech warszawskich lokalizacjach: Stadion Narodowy (poniedziałki), Agrykola (środy) i Kabaty (piątki). Więcej informacji: tutaj.
I jeszcze mała fotorelacja z wczorajszego treningu FMW runners.
 Prowadzący trening – Julita Kotecka i Bartosz Olszewski warszawskibiegacz.pl
 Jak się biegnie na końcu to chociaż ma się widok na wszystko 😉
Były i konkursy – tu: żabi wyścig 😉
#BiegamDobrze
#FMWrunners #treningbiegowy #biegamipomagam #refleksjabiegacza

Muzyczne słowo na… dobry początek tygodnia :)

“Twoje wielkie zmiany są możliwe
Wciśnij tylko start”

Dokładnie tak! Najtrudniejszy pierwszy krok (tak żeby pozostać w klimacie muzycznym ;)). Najtrudniej zacząć, a potem wszystko samo się napędza. No może nie tak do końca samo, bo na ogół potrzeba dużo pracy i wytrwałości, ale zwykle gdy się powie A, to by się chciało powiedzieć i B, C, D… Dla mnie najtrudniej było właśnie zacząć, odważyć się na zmianę stylu życia. Odważyć się to dobre słowo, bo zmiany często wymagają poświęceń, wyrzeczeń. Nie zawsze kojarzą się z czymś miłym. Niekiedy wolimy stare, znane – nawet jeśli nam do końca nie odpowiada, niż nowe, ale nieznane i niepewne. Kiedy się jednak uda, to satysfakcja jest ogromna i nie pamięta się o tych wyrzeczeniach, czy niedogodnościach.
Moim zdaniem nie warto czekać do poniedziałku z wdrażaniem nowych zamysłów, ale już tak mamy, że lubimy wszystko zaczynać od nowa (żeby nie powiedzieć “odkładać na”) właśnie w pierwszy dzień tygodnia. Dla mnie przełomowy był właśnie poniedziałek 19 maja 2014. Wtedy zaczęła się moja przygoda z bieganiem (o tym jak się zaczęło: tutaj).
Dziś poniedziałek, więc jeśli masz w planach np. schudnąć, rzucić palenie, nauczyć się języka obcego lub pobić swój życiowy rekord w bieganiu, to śmiało możesz zaczynać! 😉
A jeśli nie masz akurat żadnych planów, to po prostu posłuchaj optymistycznej piosenki 🙂

Refleksja biegacza: Gdy Ci smutno, gdy Ci źle – idź pobiegać, odpręż się! :)

Wczorajszy dzień nie należał do tych najlepszych – Synek nr 2 marudny, Synek nr 1 znudzony, bo od tygodnia siedzi chory w domu… Wychodzili więc z siebie, wchodząc mi na głowę. W efekcie nawet obiadu mi się nie chciało gotować (dobrze że z poprzedniego dnia co nieco zostało ;)) Na zaplanowany trening też mi się nie chciało wyjść…

I tak zaczęłam sama przed sobą szukać różnych wymówek, ale na nic się to zdało – motywacja sama się pojawiła w postaci niezwykle sympatycznej przesyłki od… Lidl Polska 🙂 Różowe buty do biegania!

różowe motywatory 😉

Nie muszę już chyba dodawać, że to mój ukochany kolor jeśli chodzi o biegowe akcesoria… Jak mogłabym więc ich nie wypróbować? 🙂 Wskoczyłam w nie szybko, pobiegałam pół godzinki i wybiegałam złe emocje. I co mnie bardzo cieszy, siły było jakby więcej niż na poprzednich dwóch treningach (jednak 6-tygodniowa przerwa robi swoje). Przy okazji sama różowa się zrobiłam 😉

różowa od stóp do głów 😉
 A w czasie biegu towarzyszył mi księżyc w pełni 🙂
księżyc w pełni
Przy okazji, przypominam co nam daje regularna aktywność fizyczna (w tym oczywiście bieganie):
– wspomaga utrzymanie prawidłowej wagi/zredukować nadmierną masę ciała,
– poprawia sprawność fizyczną – wzrasta zwinność, szybkość i refleks,
– wzmacnia serce i pracę naszego układu krążenia, obniża ciśnienie krwi,
– wzmacnia układ kostny, chroniąc nas przed osteoporozą,
– zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób cywilizacyjnych – otyłości, cukrzycy, nadciśnienia,
– wzmacnia naszą odporność,
– pozytywnie wpływa na funkcjonowanie mózgu (poprawia pamięć, koncentrację),
– poprawia jakość snu,
– redukuje napięcia i niepokój,
– poprawia samopoczucie (jak widać wyżej;)),
– sprawia, że czujemy się lepiej w swojej skórze, wzrasta więc pewność siebie.
Wbrew pozorom, uprawianie sportu wcale nie jest tak czasochłonne, jak nam się wydaje. Brak czasu jest chyba najczęstszą wymówką od regularnego “ruszania się”. Tymczasem wystarczy już 30 min 3 razy w tygodniu (rozłożone w czasie, np. co drugi dzień), aby odczuć wyżej wspomniane efekty. Warto zainwestować ten czas w nasze zdrowie.
Początki są najtrudniejsze, trudno zmienić często wieloletnie przyzwyczajenia, tryb życia (coś o tym wiem;)). Jednak z każdym treningiem jest łatwiej. Kiedy już się ruszymy z kanapy, przestajemy zauważać te różne przeszkody, które często sami stwarzamy w swojej głowie. Przyzwyczajamy się do aktywności fizycznej i potem trudno nam sobie wyobrazić nasze życie bez niej. Chyba tak samo trudno, jak wcześniej przychodzi nam wyobrażenie sobie życia z nią 😉 I owszem, dalej zdarzają się chwile kiedy nie mamy na koniec dnia ochoty nawet ruszyć ręką. Jednak przekonałam się już nieraz na własnej skórze, że często właśnie w takie dni treningi wychodzą najlepiej.