Trening biegowy: Pogoda zmienną jest – czasem słońce, czasem deszcz

W sobotę mogłam doświadczyć tego osobiście. Może nie była to pogoda z kategorii ekstremalnych (choć tak naprawdę to pojęcie względne, bo dla każdego co innego może być ekstremalne;)), ale zaowocowała pewnymi przemyśleniami, które postanowiłam przelać na wirtualny papier…

Na sobotnim treningu było tak: 🏃🌀💧🚦⛅🌈, czyli na początek ciemne chmury, potem wiatr, deszcz, słońce i na koniec tęcza w nagrodę 🙂

 
Pogoda może niekiedy zaskoczyć – czasem słońce, czasem deszcz.

Kuba W nogi – czyli rzecz o bieganiu zadał mi na sobotę 10 min spokojnego biegu + 20 min w tempie zawodów na 5 km + 10 min spokojnego biegu. Ciężko było mi utrzymać tempo w trakcie tych 20 min, zwłaszcza gdy zerwał się wiatr, ale się starałam. Dwa razy z rytmu wybiło mnie czerwone światło. Podobnie, dwa razy podglądałam, ile jeszcze mi tego szybszego biegu zostało, bo brzęczyk w zegarku coś się ociągał… I nie byłam zachwycona tym co pokazywał wyświetlacz 😉 Mimo wszystko, prawie cały ten czas biegłam w tempie poniżej 5:15 min/km (przynajmniej tak pokazywał zegarek). Wyszło mi razem niewiele ponad 7 km.
Deszcz był nawet miłym orzeźwieniem, bo było jakoś duszno. Jak przed burzą, której na szczęście nie było 😉 Może dlatego biegło mi się tak ciężko?

Na koniec przyjemnie było wystawić twarz do słońca 🌞.

[Poradnik biegacza]
I właśnie w związku z tą zmienną pogodą w trakcie treningu, naszła mnie taka refleksja. Dobrze mieć przy sobie w trakcie treningu chociaż 2 zł – nie zajmuje dużo miejsca a może być bardzo pomocne. W sobotę chętnie kupiłabym sobie za nie wodę, naprawdę by mi się wtedy przydała… Chyba wrócę do biegania z wodą (na początku zawsze biegałam z wodą) – w końcu jest coraz cieplej. Zresztą te 2 zł mogą być potrzebne i w zimie 😉 Wybraliśmy się kiedyś z Bratem nr 1 na dłuższe bieganie do lasu. I kiedy z tego lasu już wracaliśmy, i kiedy miałam do domu jeszcze co najmniej 2 km, poczułam, że ja już nie mam “paliwa”. Wtedy na szczęście miałam przy sobie “piątaka” i wstąpiłam do sklepu po baton czekoladowy 🙂
Kiedy jest taka niepewna pogoda, że raz pada deszcz, raz świeci słońce, to dobrze na dłuższy trening zabrać ze sobą także cieniutką kurtkę przeciwdeszczową. Złożona/zwinięta zmieści się nawet do niedużej saszetki-biodrówki, a może być bardzo pomocna kiedy nagle zacznie padać deszcz. Przezorny zawsze ubezpieczony;) Z cukru nie jesteśmy, więc się nie rozpuścimy, ale wychłodzić i przeziębić się już możemy 😉

PS. Jeśli chodzi o najnowszą ofertę biegową Lidl Polska, dostępną w sieci od czwartku 28.05, bardzo odpowiada mi biustonosz “z lekkim efektem formującym” ;P i “siateczkowa” koszulka z krótkim rękawem. Koszulki bokserki mają luźny krój, ja lepiej się czuję w takich dopasowanych, choć może te luźne lepiej maskują boczki 😉 W spodniach 3/4 brakuje mi kieszonki na suwak z tyłu, jaką posiadały modele w poprzednich kolekcjach. W tych jest mała kieszonka na szwie, z przodu. Klucze się zmieściły, ale tamto rozwiązanie jest praktyczniejsze. Buty są najwygodniejsze ze wszystkich lidlowych, w których do tej pory biegałam 🙂 Takie przemyślenia po kilku treningach 😉

Ubrania funkcyjne Crivit z najnowszej oferty biegowej Lidla

Mam swojego trenera! :)

Przedstawiam Wam Kubę, mojego trenera 🙂

Kuba (właściwie to Jakub Karasek, biegacz amator i autor bloga “W nogi – czyli rzecz o bieganiu“) przygotowuje mnie do mojego debiutu na dystansie 21,0975 km w 10. Półmaratonie Warszawskim.
Rozpoczęliśmy współpracę 09.01.2015 r. i już 11.01 pojawił się pierwszy sukces – moja życiówka na 5 km (czas: 00:28:05) w biegu z cyklu Grand Prix Warszawa City Trail w Lesie Młocińskim 🙂

Kolejnym ważnym punktem był mój start 18.01 w XXXII Biegu Chomiczówki na 15 km, czyli na dystansie, którego nigdy wcześniej nie przebiegłam. Był to bieg, który miał mi w pewnym stopniu przybliżyć co mnie czeka 29.03. Kuba zaproponował mi taktykę biegu, którą zrealizowałam podczas startu jak najlepiej umiałam. Założenie było takie, by biec stopniowo coraz szybciej. Ostatnie 5 km pokonałam w czasie mojej życiówki na tym dystansie. Po 10 km biegu! Dodało mi to dużo wiary w siebie. I potwierdziło, że taktyka była słusznie dobrana. 

Niestety, ze względu na zabieg, któremu musiałam się poddać 20.01 nastąpiła 6-tygodniowa przerwa w treningach. Do biegania wróciłam na 4 tygodnie przed startem w #warsawhalf. 
15.03, po 2 tygodniach treningów (oczywiście pod kierunkiem Kuby) wzięłam udział w ostatnim biegu z cyklu City Trail. I znów uzyskałam swój najlepszy jak do tej pory czas 00:27:24. 
Kuba również startował w tym cyklu i to z bardzo dobrymi wynikami. W ostatnim biegu zajął 3. miejsce, uzyskując tym samym 4. w klasyfikacji generalnej całego cyklu. Do tego wybiegał 2. miejsce w swojej kategorii wiekowej M20 w całym cyklu. I jeszcze pierwsze w klasyfikacji generalnej drużyn wraz z kolegami z drużyny ENTRE.PL.

Jakiś czas temu pisałam tutaj, że bieganie z planem treningowym jest dla mnie bardzo motywujące. Bieganie z planem opracowywanym przez trenera jest motywujące jeszcze bardziej! W końcu poświęca swój czas, aby opracować dla mnie plan, więc naprawdę trudno jest opuścić trening z powodu zwykłego “nie chce mi się” 😉

Dzisiaj przede mną kolejny “sprawdzian”. Kuba zapowiedział, że może pojawić się gdzieś na trasie w roli kibica 😉 Sam tydzień temu ustanowił swój życiowy rekord na dystansie półmaratonu w Półmaratonie Marzanny w Krakowie – czas 1:17:21 i miejsce 28/3247. Kosmiczny czas! Dla mnie satysfakcjonujące będzie już samo ukończenie biegu na dystansie półmaratonu. W końcu i tak to będzie życiówka ;P

Poradnik biegacza: Dobry plan nie jest zły – biegaj z planem!

Od początku swojej przygody z bieganiem trenuję z planem i… dobrze mi z tym 🙂 I Wam też polecam trenowanie według planu treningowego. Oto dlaczego.

Pewnie niektórzy z Was zadają sobie pytanie: “Po co mi plan treningowy?”. Czy nie mogę sobie biegać po prostu dla przyjemności? Oczywiście, że tak! Jednak kiedy aktywność biegowa ma jakiś cel – np. zrzucenie zbędnych kilogramów, poprawę kondycji, czy przygotowanie do zawodów – łatwiej go będzie osiągnąć z planem. Plan będzie Twoim przewodnikiem w drodze do celu. Z planem masz większą szansę na sukces!

Poza tym plan jest, moim zdaniem, dobrym rozwiązaniem w przypadku początkujących. Z obserwacji wiem, że wiele osób rozpoczyna swoją przygodę z bieganiem na zasadzie: “Przebiegnę jak najwięcej kilometrów, najlepiej od razu i do tego codziennie”. I o ile ktoś był osobą aktywną, to pewnie mu to większej szkody nie przyniesie, ale w przypadku zasiedziałego kanapowca może skończyć się kontuzją. Organizm z dnia na dzień zostaje poddany obciążeniom, do których nie przywykł. I nagle zaczynają boleć kolana, piszczele, organizm zaczyna być przemęczony…. Z początkowej wysokiej motywacji zostają jedynie jej opary i rozczarowanie. Bo przecież miało być tak pięknie… I potem to już tylko prosta droga do stwierdzenia, że: “Bieganie jest nie dla mnie!”.

Uważam, że trzeba sobie dać czas. Dobrze, ba, bardzo dobrze, że ktoś postanowił zmienić tryb swojego życia. I jeszcze lepiej, że zrobił to nie czekając na kolejny poniedziałek, czy początek nowego miesiąca. Wiem, że obecne, “pędzące” czasy nam nie sprzyjają i coraz trudniej jest nam czekać. Chcemy efekty widzieć od razu, już, natychmiast! Ale nie tędy droga – nie od razu Rzym zbudowano… Formę też 🙂 Plan pozwala nam utrzymać w ryzach tę chęć bezrefleksyjnego nabijania kilometrów – wczoraj 0, ale dziś już 5, jutro może 10 km. A pojutrze co? Półmaraton, maraton…? STOP! Plan daje nam czas na regenerację, która po wysiłku jest konieczna. Jest zasadą skutecznego treningu, równie ważną co pokonywanie kolejnych kilometrów. Poza tym, na początku przygody z bieganiem jest ważny przede wszystkim czas, w którym pozostaje się w aktywności, a nie pokonany kilometraż.
“Powoli, ale konsekwentnie do przodu!” – to moja dewiza. Z każdym treningiem przybliżamy się do swojego celu. Nawet jeśli na początku wydaje się on być baaardzo odległy.

Skoro mowa o czasie, to plan pozwala też nam lepiej się zorganizować. Zaplanować swój czas. Łatwiej wtedy jest pogodzić bieganie z codziennymi obowiązkami i innymi aktywnościami. Tylko uwaga, nie można stać się niewolnikiem planu. Plan można dostosowywać do życia. Plan ma nam życie ułatwiać, ma być pomocną wskazówką w drodze do celu i drobne ustępstwa na pewno nam nie zaszkodzą 😉

I jeszcze jedno, dla mnie bieganie z planem jest bardzo motywujące. A motywacja to podstawa sukcesu. Cieszy każdy zrealizowany trening. Każdy “odhaczony” trening to jest przecież mały sukces! 🙂

W pismach branżowych czy w internecie można znaleźć wiele planów treningowych zarówno dla początkujących, jak i dla bardziej zaawansowanych. Wystarczy tylko wybrać ten, który nam najbardziej pasuje. Jeszcze lepiej, gdy mamy możliwość współpracy z trenerem, który opracuje plan przeznaczony dla nas, na bieżąco monitoruje nasze postępy i aktualizuje plan, dostosowując go do naszej aktualnej dyspozycji. Jednak, żeby zacząć biegać nie jest to konieczne:)

Ja zaczęłam biegać według planu ze strony www.biegaj40minut.pl. Zaczęłam od 8 tygodnia i już ten fakt było dla mnie bardzo motywujący, bo nawet miałam zamiar nie robić sobie testu tylko zacząć od razu od pierwszego tygodnia. Nie sądziłam, że jestem w stanie przebiec ciągiem 12 minut! Liczyłam, że może jedną 😉 Ciekawość wzięła górę i jak widać dobrze się stało 🙂

Słownik biegacza:
Plan treningowy – harmonogram treningów, który ma określony cel i obejmuje pewien dłuższy czas (kilka tygodni).

#plantreningowy #słownikbiegacza #motywacjabiegacza