Nowe działy na blogu: ZabiegAnne Ścieżki i Wasze biegi

Ostatnio nie miałam zbyt dużo czasu na pisanie. I znowu zalegam z relacjami z zawodów. Ale cóż, nazwa bloga jasno informuje, że jestem w ciągłym biegu 😉

Znalazłam jednak chwilę na małe porządki na blogu. I zdołałam uruchomić dwa działy, które już dawno temu powstały w mojej głowie.

Pierwszy to ZabiegAnne Ścieżki, czyli miejsca, które odkryłam dzięki bieganiu, w których lubię biegać, które uważam za godne polecenia innym biegaczom. Na razie opisałam tylko trzy z nich, ale mam nadzieję, że wkrótce pojawią się kolejne 🙂

Drugi dział, to Wasze biegi. To dział dla Was, dla Czytelników bloga. Na pewno każdy z Was ma ulubione trasy, miejsca w których lubi biegać. Może zechcecie je odkryć przed innymi biegaczami? Czekam na pierwsze zgłoszenie! 🙂 Piszcie na: zabiegana.anna@gmail.com  

Liebster Award, czyli jak zostałam nominowana…

Siedzę sobie grzecznie przy komputerze i piszę nowego posta, a tu pach! Dostaję nominację od Zakochanej w bieganiu Małgosi. Nie byle jaką nominację, bo do Liebster Award!

fot. ściągnięte z bloga www.zakochanawbieganiu.pl

Cóż to takiego jest? Blogerką jestem właściwie od niedawna i przyznaję się bez bicia, nie widziałam co to jest. Poza tym, że w nazwie stoi “award” a to znaczy nagroda, czyli domyśliłam się, że to coś miłego 🙂

Na szczęście Wujek Google wszystko wie i przyszedł z pomocą: “Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

No i tu pojawił się mały kłopot – bo na pytania Małgosi za chwilę odpowiem, ale nominować inne blogi, z mniejszą ilością obserwatorów? To już jest wyzwanie, bo spośród blogów które znam chyba wszystkie mają więcej obserwatorów niż ja! 😉 No cóż, trzeba będzie nieco nagiąć zasady 😉

A teraz kolej na pytania Małgosi i oczywiście odpowiedzi…

1. Co Ci daje szczęście?
Może to banalne, ale szczęście daje mi spędzanie czasu z moją rodziną – moim Mężem i moimi Synkami. Patrzenie jak dzieci się rozwijają, jak się zmieniają, jak uczą się nowych rzeczy daje mi dużo radości i satysfakcji. Jestem spełnioną mamą, choć daleko mi do bycia mamą idealną. Podobnie jeśli chodzi o bycie idealną panią domu 😉 Staram się szczęście znajdować w zwykłych rzeczach – że zdrowie dopisuje, że świeci słońce, że jest tęcza, że znalazłam czterolistną koniczynkę, że obiad udał mi się lepiej niż zwykle, że ktoś mi pomógł, gdy wsiadałam z wózkiem do tramwaju, że mi kierowca autobusu nie zwiał sprzed nosa, że Synek namalował dla mnie rysunek, że Mąż kupił kwiaty, że jest piękny zachód słońca… dużo można by wymieniać. W życiu piękne są tylko chwile, ale od nas zależy ile ich będzie. Jasne, zdarza mi się marudzić, złościć, narzekać, czasem płakać z bezsilności…  Ale kiedy widzę, że zaczynam za bardzo zrzędzić to sobie sama żółtą kartkę wystawiam. Staram się skupiać na tym co dobre. Różnie mi to wychodzi, ale pracuję nad tym 😉

2. Co Cię popchnęło do wykonania Twojego pierwszego kroku biegowego?
Przede wszystkim była to chęć poprawy kondycji i zrzucenia zbędnych kilogramów, minimum 10, a najlepiej 15 😉 Bieganie wydało mi się najlepszym sposobem, bo chodziło o to, żebym mogła trenować kiedy chcę (czyt. mogę), a nie o wyznaczonej grafikiem fitness klubu godzinie. Elastyczność była dla mnie bardzo istotna, bo kiedy zaczęłam biegać byłam mamą karmiącą. Tak się zaczęło. Waga spadła o 10 kg, teraz kolej na te 5, ale tak się skubane przykleiły, że się nie chcą ze mną rozstać. Ale mam już na nie sposób i na pewno je jeszcze wygonię. Tzn. wybiegam 😉

3. Co Cię motywuje do biegania lub innych uprawianych przez Ciebie dziedzin sportu?
Bieganie stało się dla mnie po prostu sposobem na spędzanie wolnego czasu. Kwestia wyglądu nadal jest ważna, ale nie jest kluczowa. Czas biegania to jest mój relaks, czas na przemyślenie różnych spraw, na delektowanie się kontaktem z naturą, na złapanie dystansu do szarości dnia codziennego. Starty w zawodach to wielka dawka pozytywnych emocji i radości.

4. Tutaj zrób sobie przerwę :)
Uff, to sobie zrobiłam 😉

5. Twoje ulubione miejsce – do którego powracasz.
Morze, najbardziej to nasze polskie. Dużym sentymentem darzę Gdynię, w ogóle Trójmiasto. Woda może i zimna, ale ze mnie i tak pływak niezbyt mocny, za to plaże są piaszczyste, można spacerować boso 🙂 I jak już wejdę do wody, to mnie sól nie szczypie w oczy 😉 Wakacje bez wizyty nad morzem się nie liczą 😉

6. Góry czy morze?
Jw. 🙂 Hehe, załatwiłam 2 pytania za jednym zamachem;) Góry też są piękne i w tym roku planuję się wybrać nie tylko nad morze, ale i w góry. Bieganie w górach (po górach) to moje marzenie 😉 Problem taki, że wakacje zwykle za krótkie żeby pojechać i tu, i tu. Z małymi dziećmi w góry trudniej się wybrać, ale Synek nr 2 już coraz większy i coraz lepiej znosi podróże.

7. Twoje ulubione motto życiowe :)
Patrz pkt 1 🙂 W życiu piękne są tylko chwile. Trzeba jednak się starać, żeby tych chwil było jak najwięcej i skupiać się na tym co dobre. I jeszcze lubię stwierdzenie, że “wyżej d… nie podskoczysz” 😉 Czasami tak jest, że czegoś przeskoczyć się po prostu nie da, ale zawsze można spróbować to obejść 😉 Lub po prostu się z tym pogodzić i żyć dalej 🙂

8. Co byś zmienił/zmieniła w swoim życiu?
Chętnie zmieniłabym mieszkanie na większe 🙂 I chciałabym się wysypiać, na razie wciąż za późno chodzę spać 😉

9. Za co lubisz swojego bloga?
Za to że mogę utrwalać radosne chwile ze swojego życia. I za to, że dzięki niemu poznaję nowych ludzi.

10. Jaki jest Twój ulubiony gatunek muzyczny?
Nie mam jednego ulubionego. Lubię rock, pop, chillout, muzykę klasyczną – wszystko zależy od nastroju 🙂

11. Jak znosisz porażki ?
Hmm… chyba dawno nie doznałam porażki… Myślę, że to zależy jakiej dziedziny życia dotyczą. Nad niektórymi przechodzę do porządku dziennego, nad innymi rozpaczam. Z każdej wyciągam wnioski i naukę na przyszłość.

Nie lubię łańcuszków, a ta zabawa mi trochę jednak łańcuszkiem pachnie i najchętniej nikogo bym nie nominowała, ale jak się bawić, to się bawi! Może się na mnie nie poobrażacie – pamiętajcie, że to mimo wszystko jest nagroda! ;P

Oto moje pytania:
1. Od jak dawna blogujesz?
2. Dlaczego blogujesz?
3. Dlaczego biegasz?
4. Od jak dawna biegasz?
5. Co oprócz biegania lubisz robić w wolnym czasie?
6. Czy wolisz biegać sam, czy w towarzystwie?
7. Twój największy biegowy sukces?
8. Twoje biegowe marzenie?
9. Ulubiony dystans biegowy?
10. Czy liczysz kilometry, które przebiegasz?
11. Czy czytasz mojego bloga? ;P

Do zabawy nominuję:
1. MarcinBiega http://marcinbiega.blogspot.com
2. With a SMile www.withasmile.pl
3. Zabieganna http://zabieganna.blog.pl
4. BIEGomania https://www.facebook.com/biegdoszczescia
5. W nogi! Czyli rzecz o bieganiu http://wnogi.blog.pl
6. Lena Biega http://lenabiega.blogspot.com/
7. FlyingShoes: http://www.flyingshoes.pl/
8. FitFighterka: http://fitfighterka.blog.pl/
9. La vida es mentolada: http://www.lavidaesmentolada.blogspot.com/
10. O co mi biega? http://www.ocomibiega.pl/

Biegowe podsumowanie: Rocznica :)

Dzisiaj mija dokładnie rok od mojego pierwszego treningu biegowego. 19.05.2014 rozpoczęła się moja przygoda z bieganiem. Co się zmieniło przez ten czas?

Po pierwsze, poprawiła się moja kondycja. Chęć poprawy formy była, obok chęci rozprawienia się z nadprogramowymi kilogramami, moją główną motywacją. Waga spadła o 11 kg. Nadal nie jest idealnie, ale pracuję nad tym 🙂

Moja biegowa metamorfoza – 74 kg vs. 63 kg 😉

Jak to się wszystko w ogóle zaczęło, to najlepiej przeczytać na stronie o mnie 🙂

Teraz trochę liczb 🙂

W ciągu tego roku przebiegłam (wg mojego Endomondo) 817 km, co zajęło mi 4d:06g:08m 🙂
Wzięłam w tym czasie udział w 27 zawodach biegowych – 14 w 2014 roku i (jak do tej pory) 13 w 2015.

Pierwszy start w zawodach: 29.06.2014 r. Samsung Irena Women’s Run (dystans: 5 km, czas: 00:35:05, miejsce open: 1487). Na edycję 2015 jestem już dawno zapisana. Mam do tego biegu duży sentyment 🙂 Relacja z pierwszej edycji: tutaj.

 Ja i mój pierwszy biegowy medal 🙂

Najdłuższy pokonany do tej pory dystans to 21,0975 km, czyli półmaraton. Zrobiłam to nawet dwukrotnie – pierwszy raz startując w 10. PZU Półmaratonie Warszawskim i drugi raz w 1. PKO Półmaratonie w Sopocie. Myślę, że powtórzę start na tym dystansie w tym roku chociaż jeszcze raz 🙂

Mój biegowy rok. W maju 2015 mam na chwilę obecną wybiegane 45 km.
 
Najwięcej kilometrów (106 km) wybiegałam w październiku. Jak do tej pory jest to jedyny miesiąc w którym przekroczyłam liczbę 100. Udało mi się o dzięki wyzwaniu 100 km w miesiąc, jakiego się wtedy podjęłam.
 
Moje wyniki sportowe:
Najszybszy kilometr: 00:03:25 (tak zeznaje moje Endomondo)
Test Coopera (12 min): 2,43 km (jw.)
5 km (oficjalny): 00:27:24, Grand Prix City Trail Warszawa VI
10 km (oficjalny): 00:59:14, Orlen Warsaw Marathon – Bieg OSHEE
15 km (oficjalny): 01:34:38, XXXII Bielański Bieg Chomiczówki
21,0975 km (oficjalny): 02:21:32, 10. PZU Półmaraton Warszawski

 

Postawiłam przed sobą nowe cele:
start w duathlonieDuathlon Maków Mazowiecki
Od wczoraj mam nowy rower, dzięki któremu będę w stanie o wiele lepiej sprostać temu wyzwaniu.  Wiem, że rower za mnie nie pojedzie, więc teraz poza treningami biegowymi, będą także treningi rowerowe. Jeszcze nie wiem kiedy je wcisnę w swój plan dnia, ale coś wymyślę 😉

 Rower Liv Thrive

 

start w maratonie37. Maraton Warszawski
Mam dużo pokory przed królewskim dystansem, ale wierzę że z pomocą mojego Trenera dam radę odpowiednio się do tego startu przygotować. Celuję w wynik pomiędzy 4 a 5 h. Bardzo chciałabym żeby mieć na mecie czas zbliżony bardziej do 4 niż do 5h, ale zobaczymy 😉 Zdecydowałam się na start w maratonie jako biegacz charytatywny. Prowadzę więc zbiórkę pieniędzy na podopiecznych Fundacji “Dzieci Niczyje” w ramach akcji #BiegamDobrze. Pakiet startowy otrzymam, gdy zebrana przeze mnie kwota na rzecz Fundacji przed 15.08 wyniesie minimum 300 zł. Jeśli możesz, jeśli chcesz wesprzyj proszę moją zbiórkę: https://rejestracja.maratonwarszawski.com/pl/charity/221 Pomożesz w ten sposób chronić dzieci przed przemocą i wykorzystywaniem.

Tuż przed rocznicą zaliczyłam swój pierwszy parkrun. Zarejestrowałam się już jakiś czas temu, ale jakoś się nie udawało dotrzeć w sobotę o 9:00 do jednego z parków, w którym organizowane są te biegi. Na szczęście udało się to zmienić! Bardzo podobało mi się na pierwszym biegu i na pewno nie będzie on ostatnim. Więcej można przeczytać: link.

Co jeszcze? Na Endomondo utworzyłam rywalizację ZabiegAnna Drużyna. Aktualnie dołączyło do niej 246 osób, z których 240 ma wybiegane jakiekolwiek kilometry. Zapraszam i Ciebie, żebyś do dołączył/a i biegał/a razem ze mną, jeśli tylko masz taką ochotę 🙂 Tak naprawdę nie o rywalizację, a o wzajemną motywację chodzi. Razem jest przecież łatwiej! Myślę, że jestem dobrym przykładem na to, że warto biegać i że można coś w swoim życiu zmienić na lepsze. Zapraszam także do społeczności w Google+: https://plus.google.com/communities/116027492230341271695 Tylko uwaga (!) – bieganie wciąga 😉

Mnie jak widać wciągnęło:) Wytrwałam w bieganiu rok, nie odpuszczając nawet zimą. Wiem, że nie była zbyt ostra w tym roku, ale i tak uważam to za swój mały sukces 🙂 Wstrzymałam treningi jedynie z powodu zabiegu usunięcia pęcherzyka żółciowego. Cóż, siła wyższa 😉

Co mi daje bieganie? Radość, satysfakcję, większą pewność siebie, nowe znajomości, chęć do dalszej pracy nad sobą. Choć nie biegam dla wyników, w takim sensie, że liczy się dla mnie każda urwana sekunda, to chcę się w bieganiu rozwijać, poprawiać. Nie, nie marzę o staniu na pudle, zresztą pewnie i tak nie byłoby to nigdy możliwe 😉

Dla mnie każdy bieg to osobiste zwycięstwo nad sobą, nad swoim lenistwem, nad słabością. Bieganie daje mi możliwość (o ironio;)) zatrzymania się na chwilę w codziennym pędzie. Mam czas żeby coś przemyśleć, żeby złapać dystans, żeby się zatrzymać i popatrzeć na piękne niebo o zachodzie słońca, nacieszyć oczy zielenią, kontaktem z naturą… To coś więcej niż przebieranie nogami dla lepszej kondycji. Cieszę się, że rok temu odważyłam się wkroczyć na biegową ścieżkę 🙂

A do tego wszystkiego zostałam blogerką 🙂 Wiem, że moje blogowanie, które niektórych pewnie śmieszy, pomaga innym zmienić siebie. I dlatego nie zamierzam przestawać rozwijać się i na tym polu. Bogatsza o rok doświadczenia, będę się dalej dzielić swoją pasją z Innymi 🙂 Zapraszam też na moją stronę na Facebooku: www.facebook.com/zabieganna

A na koniec trochę zdjęć 😉

12.07.2014 III Bieg Morskie Oko (5 km)
 
26.07.2014 XXIV Bieg Powstania Warszawskiego (5 km)

07.09.2014 Bieg Serca (25×400 m)

21.09.2014 Bemowski Bieg Przyjaźni – Bieg Przodowniczek Pracy (5 km)
 
 28.09.2014 Bieg na Piątkę (5 km)

05.10.2014 Biegnij Warszawo  (10 km)
 
19.10.2014 I Bieg Instytutu Lotnictwa (5 km)
 
11.11.2014 Bieg Niepodległości (10 km)

22.11.2014 9. Bieg ENTRE (10 km)

06.12.2014 Świąteczny Bieg Mikołajkowy
 
 03.01.2015 III Bieg Noworoczny (8 km)

fot. TomTom
 
11.01.2015 9. Bieg Policz się z cukrzycą (5 km)
  
13.01.2015 On the run (5 km)
 
18.01.2015 XXXII Bielański Bieg Chomiczówki (15 km)
 
15.03.2015 Cykl City Trail Warszawa 
 
 22.03 Chęć na Pięć w Lublinie (5 km)
 
29.03.2015 10. PZU Półmaraton Warszawski – debiut na 21,0975 km
 
11.04.2015 Wieliszewski Crossing – WIOSNA (12,5 km)
 
26.04.2015 Orlen Warsaw Marathon – Charytatywny Marszobieg (4,6km) i Bieg OSHEE (10 km)
 
02.05.2015 PKO Półmaraton Sopot
 
16.05.2015 parkrun Warszawa-Praga (5 km) – pierwszy parkrun

 #bieganie #treningbiegowy

Wyniki sportowe: Biegowe podsumowanie stycznia

Pierwszy miesiąc nowego roku już za nami. Ale ten czas szybko BIEGNIE… 😉 Wypada więc zrobić małe podsumowanie stycznia.

Ilość wybieganych kilometrów: 80,37 km
Ilość biegowych treningów: 9
Starty w zawodach biegowych: 5 (1×8 km, 3×5 km, 1×15 km)

Jeśli chodzi o sukcesy, to udało mi się poprawić swój czas na 5 km. Aktualna “życiówka” to 28:05.

Tak dla wyjaśnienia, biegowy styczeń zakończyłam w niedzielę 18.01 startując i pokonując po raz pierwszy dystans 15 km w XXXII Bielańskim Biegu Chomiczówki.

Właśnie mijają 2 tygodnie od mojego ostatniego biegania. Oj, pobiegałabym sobie! Dzisiaj taka piękna pogoda. Na razie jednak muszę jeszcze trochę wytrzymać bez większej aktywności fizycznej. Wszystko dlatego, że 20.01 miałam zabieg usunięcia pęcherzyka żółciowego, bo sobie w nim wyhodowałam trochę kamyczków i musiałam się go niestety pozbyć. Mam nadzieję, że już niedługo wrócę na biegowe ścieżki, a tymczasem stopniowo wydłużam spacery 😉 Lekarz zalecił się ruszać, ale nie wolno się forsować. Spacery są więc moim bieganiem 🙂 Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma 🙂

A teraz najlepsze – styczeń 2014 vs styczeń 2015 🙂

styczeń 2014 – bieganie: 0 km, waga: 71,9 kg
styczeń 2015 – bieganie: 80,37 km, waga: 61,9 kg

Styczeń 2014 vs styczeń 2015 🙂 

Wnioski wyciągnijcie sami 😉

Podsumowanie 2014 i cele na 2015

19 maja 2014 r. wyszłam na swój pierwszy trening biegowy. W ciągu tych kilku miesięcy wybiegałam 532 km . Gdyby mi ktoś rok temu powiedział, że będę biegać, w dodatku także zimą, to pewnie bym mu nie uwierzyła… 😉

Na 2014 rok miałam tak naprawdę jedno postanowienie – schudnąć i popracować nad swoją kondycją, która była krótko mówiąc słaba, czy też jak ja ją nazywam – ujemna.
04.01.2014 r. ważyłam 74,2 kg. To nic, że 5 dni wcześniej urodziłam dziecko, bo przed ciążą było podobnie – 02.01.2013 r. moja waga wskazywała 73,3 kg. Plan minimalny to było zejście z wagą poniżej 70 km. Takie postanowienie robiłam sobie wcześniej już kilka razy, ale tym razem się zawzięłam. Wiedziałam, że coś się musi wreszcie zmienić. Dlatego okres, w którym życie zawodowe zeszło na drugi plan i w którym, przynajmniej teoretycznie, powinnam mieć więcej czasu dla siebie, postanowiłam wykorzystać na to, żeby dojść ze sobą do ładu. Chciałam w końcu poczuć się sobą ze sobą, bo rozmiar 42 mi nie leżał… Dlaczego zaczęłam biegać napisałam tutaj, nie będę się więc powtarzać. Faktem jest, że wkręciłam się w bieganie i zrzucanie kilogramów przestało być jedynym powodem dla którego biegam. Chcę jeszcze zrzucić 7 kg. I to jest cel na ten rok. Będę jednak biegać dalej, nawet kiedy waga będzie wreszcie pokazywać moje wymarzone 58 kg 🙂

Tak wyglądał mój pierwszy biegowy rok (wiem, że nie cały;)) w liczbach:
– ilość kilometrów: 532
– liczba treningów: 95
– start w zawodach: 14 (pierwszy start: Samsung Irena Women’s Run, 5 km)
– najdłuższy przebyty dystans: 13,75 km
– najlepszy czas na 5 km: 00:29:02
– najlepszy czas na 10 km: 01:01:17
– najbardziej biegowy miesiąc: październik (106 km)
– ilość zgubionych kilogramów: 9,1 (aktualnie moja waga pokazuje 65,1 kg)

Jaki jest plan na 2015?
– zrzucić wspomniane wyżej 7 kg,
– przebiec półmaraton (planuję start 29.03.2015 r. w 10. Półmaratonie Warszawskim), a może dwa,
– poprawić życiówki na 5 km i na 10 km; nie mam ambicji biegać 5 km w 15 min, a 10 km w pół godziny, ale wiem, że stać mnie na więcej; chciałabym 5 km biegać w 25 min, a 10 km w 50-55 min, będę się więc starać zbliżyć do tych założeń
– dalej pracować nad formą, bo choć jest już lepiej, to wiele jeszcze jest do zrobienia
– pisać relacje z zawodów na bieżąco 😉

PS. Na Endomondo założyłam rywalizację ZabiegAnna Drużyna. Zapraszam Was, żebyście do niej dołączyli i biegali razem ze mną, jeśli tylko macie taką ochotę 🙂 Choć tak naprawdę nie o rywalizację, a o wzajemną motywację chodzi. Razem będzie łatwiej. Myślę, że jestem dobrym przykładem na to, że warto biegać i że można coś w swoim życiu zmienić na lepsze. Tylko uwaga (!) – bieganie wciąga 😉

Wyzwanie “100 km w miesiąc” vol. 2

Za pierwszym razem się nie udało, ale nie byłabym sobą, gdybym nie podjęła tego wyzwania po raz drugi. Tym razem nie zawiodłam. I na własnych nogach pokonałam 100 km w ciągu jednego miesiąca. W zasadzie to wyrobiłam się przed czasem 🙂

Ostatnio zorientowałam się, że nie napisałam nic na temat drugiego podejścia do swojego drugiego wyzwania. Tzn. napisałam na fb, ale nie tu. Pora więc nadrobić zaległości, bo wyzwanie zakończyłam już ponad 3 tygodnie temu!

Poprzednia nieudana próba pokonania 100 km biegiem w ciągu jednego miesiąca, o której pisałam tutaj, zakończyła się 05.10.2014, więc od razu 06.10 rozpoczęłam drugie podejście. No bo jak to? Tak po prostu odpuścić? Nie ma mowy! Gdy ktoś (lub coś) mi mówi, że nie dam rady, to jest to dla mnie najlepsza motywacja. Nie da się? A właśnie, że się da! Tylko patrz!

Najlepsza motywacja 🙂

Tym razem tak mi właśnie powiedziało pierwsze podejście do tego wyzwania. Gdy motywacja jest dobra, to i wyniki od razu lepsze. Koniec wyzwania przypadał na 05.11.2014 r. Setny kilometr przekroczyłam 04.11, czyli przed terminem 🙂

Dni biegowych było 14 (czyli wyszło 100 km w dwa tygodnie;)). W tym czasie trzy razy wzięłam udział w zawodach – dwa razy na dystansie 5 km i raz na dystansie 10 km. Dwa z nich odbyły się nawet jednego dnia 🙂 – czytaj tutaj.

  

 
    Kilka kadrów z mojego wyzwania
W trakcie wyzwania dorobiłam się też jednego czarnego paznokcia;)
 
A mój mini-blog na Facebooku zyskał 100 Fana 🙂
 100 km i 100 “lajków” 🙂

Co mi dało to wyzwanie? Przede wszystkim dodatkową motywację. Wiedziałam, że dam radę wybiegać te kilometry i nie chciałam zawieść samej siebie. Po całym dniu z dziećmi czasami naprawdę było ciężko wyjść pobiegać. Godzina 22:00, ciemno, już nie tak ciepło jak latem… Łatwiej byłoby na pewno zalec na kanapie przez telewizorem… Ale nigdy nie żałowałam swojej decyzji. Bieganie to czas tylko dla mnie – okazja do pobycia samej ze sobą, ze swoimi myślami, do złapania oddechu, dystansu… Taki mały reset. No i jeszcze okazja do pogadania z Bratem nr 1, bo najczęściej biegam właśnie z nim.

To wyzwanie było kolejnym krokiem do zmiany stylu i trybu życia, jaką się zdecydowałam wprowadzić pół roku temu. Myślę, że na obecnym etapie nie potrzebuję już specjalnej zachęty, żeby wyjść pobiegać. Bieganie weszło mi w krew i gdy nie mogę wyjść pobiegać, to zwyczajnie czegoś mi brakuje. Uważam jednak, że stawianie sobie wyzwań pomaga nam się rozwijać. Stanowi też miłe urozmaicenie codziennych treningów. Dlatego zachęcam każdego początkującego biegacza do podjęcia podobnego wyzwania. Zwłaszcza, gdy ktoś ma kłopoty z utrzymaniem systematyczności treningów 😉

W trakcie wyzwania, tak “przy okazji”, zrealizowałam też 4 tygodnie z mojego planu treningowego do 10. Półmaratonu Warszawskiego. I to jest teraz moje największe wyzwanie 🙂

10. PZU Półmaraton Warszawski – witamy na liście startowej!
Twój numer startowy to: 1536

Pół roku za mną, czas na podsumowanie

Dokładnie pół roku temu, 19 maja, zaliczyłam swój pierwszy trening biegowy. Co się zmieniło przez ten czas?

W ciągu 6 miesięcy pokonałam biegiem (no dobra, początkowo także marszobiegiem;)) prawie 450 km. Wzięłam udział w 11 zawodach biegowych (na dystansie 5 km i 10 km), w którym ścigałam się sama ze sobą. Co zyskałam, co straciłam? Pora na mały bilans zysków i strat;)

 
Rekordy życiowe według Endomondo.

Zyski:
lepsza figura
lepsze samopoczucie
większa wiara w siebie
udowodnienie sobie (i innym), że można coś zmienić w życiu
większa świadomość własnego ciała
większa wiedza na temat zasad zdrowego odżywiania i częściowe (walka ze złymi nawykami ciągle trwa) wcielenie ich w życie

Straty:
5 kg (pożegnane bez żalu:))
jeden paznokieć

Moje wyniki sportowe:
Najszybszy kilometr: 00:03:25
Test Coopera (12 min): 2,43 km
Najlepszy wynik na 5 km (oficjalny): 00:29:03 uzyskany w I Biegu Instytutu Lotnictwa
Najlepszy wynik na 10 km (oficjalny): 01:01:17 uzyskany w XXVI Biegu Niepodległości
Najdłuższy przebyty (do tej pory:)) dystans: 13 km
Pierwszy start w zawodach: 29.06.2014 r. Samsung Irena Women’s Run, dystans 5 km

 

Podsumowując – było warto i na pewno nie przestanę biegać, bo bieganie weszło mi w krew. Żałuję tylko, że nie mogę mojej małej “rocznicy” uczcić biegająco. Niestety stan zdrowia jeszcze na to nie pozwala. Powoli dochodzę do siebie, nie chcę więc tego zepsuć, choć nie powiem, bardzo mnie korci żeby wyjść trochę pobiegać. Na razie musi jednak wystarczyć spacer:)

#Bieganie

Wyzwanie “100 km w miesiąc” vol. 1

We wrześniu podjęłam wyzwanie przebiegnięcia 100 km w miesiąc od Aga4Run. Agnieszka w ten sposób postanowiła nagrodzić swoich fanów na Facebooku – 100 fanów => 100 “lajków” =>100 km biegiem w miesiąc. Śledziłam Jej postępy i pod wpływem chwili , czytając podsumowanie “wyzwaniowego” miesiąca, postanowiłam podjąć wyzwanie rzucone przez Nią każdemu biegowemu amatorowi na blogu. “A co,?! – pomyślałam – nie dam rady?! Przecież jestem w stanie przebiec 25 km w tygodniu, miesiąc ma ich mniej więcej 4 – to tak z grubsza licząc powinno się udać”. Ale niestety się nie udało:(

Do ukończenia wyzwania zabrakło mi 19,41 km. Czyli 1/5 zakładanego dystansu. Dużo i niedużo jednocześnie. Wiem, że są tacy, którzy potrafią przebiec cały ten dystans w jeden dzień, ale do tego poziomu wiele mi brakuje, więcej – takiego poziomu pewnie nigdy nie osiągnę. Ale tu nie o to chodziło. W końcu wyzwanie skierowane było do amatora. Chodziło o sprawdzenie się, o wypracowanie regularności w treningach, dodatkową motywację… Niestety, czasem jest tak, że my chcemy zrobić jedno, ale życie ma inne plany. W trakcie wyzwania dopadło mnie przeziębienie. Cały tydzień “wyleciał” mi z treningów. Postanowiłam więc, że wyzwanie przedłużę do 5.10 – czyli o tyle dni, ile zabrało mi przeziębienie. Niestety, nie pomogło.
W minionym tygodniu biegałam tylko dwa razy. Kiedy jest się mamą nie zawsze jest się panią własnego czasu. Przynajmniej mi nie zawsze się to udaje. Bo ja planuję jedno, a dzieje się drugie. Swoje bieganie muszę dostosowywać do mojego młodszego Synka, który ma 9 m-cy i którego nadal karmię piersią. I który jest do mnie z tego powodu baaardzo przywiązany;) Czasami po prostu nie uśnie beze mnie, nie pomaga nawet mleczko zostawione w butelce. Smoczek to nie to samo, z tego chyba powodu nie używa też smoczka-uspokajacza. Żaden mu się nie podobał. Staramy się to zmienić (to uzależnienie od mamy), bo jest to problem nie tylko ze spaniem, ale i z jedzeniem – ciężko go namówić do zjedzenia czegoś innego i zaczynam się tym poważnie martwić, bo przecież powinien w tym wieku jeść o wiele więcej. Tą swoją niechęcią do jedzenia zaskoczył i nas ,i innych członków rodziny (starszy Synek też nie należał do dzieci chętnie jedzących, ale problemy zaczęły się później, na etapie wprowadzania grudek, a nie już na samym wstępie). Jedyny sposób na tego małego niejadka (choć na zabiedzonego to on nie wygląda;)), to ciągłe próbowanie, szukanie patentu na zachęcenie go do próbowania nowych smaków. Będąc rodzicem trzeba się czasem wznieść na wyższe pokłady kreatywności;) Nie idzie to wszystko jednak tak szybko jakbyśmy chcieli. Czasami mam wręcz wrażenie, że idzie to w zupełnie inną stronę, niż byśmy tego pragnęli. No, ale to odrębny temat, chciałam jedynie przybliżyć aktualną sytuację rodzinną;)
W tym tygodniu mój mleczkozależny Synek na dodatek był chory (starszy Synek zresztą też), więc domagał się większej uwagi niż zwykle. Nie marudzę, po prostu mówię jak jest:) Żeby się za bardzo nie rozwodzić nad wątkiem tylko pobocznie związanym z tematem – krótko mówiąc – ten dodatkowy tydzień niewiele zmienił w sytuacji wyzwania. Przebiegłam tylko połowę dystansu potrzebnego do jego ukończenia. I tak, czuję niedosyt i jest mi lekko niewygodnie z tym, że się nie udało, ale nie ma co biadolić, tylko jest kolejny miesiąc, więc ogłaszam “Wyzwanie 100 km” vol. 2:)
Spróbuję w miesiąc (tym razem od 06.10 do 05.11) pokonać jednak te 100 km, bo wiem, że jest to w moim fizycznym zasięgu. Będzie okazja zwiększyć kilometraż w pojedynczym treningu. W końcu jeśli w przyszłym roku mam przebiec półmaraton (lub dwa;)), to samo się nie zrobi!

Jak to się zaczęło?

Nigdy nie byłam specjalnie aktywna fizycznie, jedynie od czasu do czasu dopadały mnie zrywy większej lub mniejszej aktywności (aerobik, jazda na rowerze). Jednak przyszedł taki moment w moim życiu kiedy poczułam się niewygodnie w swoim ciele. Przekroczenie “magicznej” 30-tki, dwie ciąże, żylaki, problemy z kręgosłupem, zmagania z chorobą tarczycy, nadprogramowe kilogramy… Pomyślałam: “Basta!”. Pora się za siebie wziąć, wreszcie poczuć się sobą ze samą sobą. I postanowiłam: “Będę biegać!”. 

Dlaczego biegać? Biegacze zawsze mi imponowali. Tak się złożyło, że zawodowo miałam też styczność z środowiskiem triatlonistów, którzy w dużej mierze wywodzą się przecież ze środowiska biegaczy. Nasiąkłam chyba wydzielanymi przez nich endorfinami, bo zaczęłam myśleć, że może i ja kiedyś będę jedną z nich… I tak myśl, która kiedyś nieśmiało zakiełkowała w mojej głowie, któregoś dnia, podlana wiosenno-letnią aurą, po prostu zakwitła.

Wiedziałam, że muszę się zmierzyć ze swoim wewnętrznym leniem (podobno urodzeni w niedzielę już tak mają;)), więc postanowiłam, że jeśli mam odnieść sukces (czytaj: stać się biegaczem, przebiec kiedyś maraton, albo chociaż pół;)), to muszę się za to zabrać na poważnie. Tak trafiłam na stronę www.biegaj40minut.pl. Przeczytałam i pomyślałam: “Spróbuję”.

Zadbałam o motywację – wciągnęłam do biegania starszego brata (mąż odpada – ktoś musi zostać z dziećmi), kupiłam kilka biegowych gadżetów (np. różowy biegowy zegarek:)), buty do biegania (ciuchy funkcyjne były z czasów wspomnianych wcześniejszych zrywów aerobikowo-rowerowych). I 19 maja 2014 wyszłam na swój pierwszy trening biegowy. I od tej pory biegam regularnie 3 razy w tygodniu. Zaczęłam czytać strony o tematyce biegowej (polecam http://treningbiegacza.pl/), przeglądać plany treningowe… Żeby jeszcze bardziej się zmotywować do treningów pomyślałam o udziale w zawodach, takich dla początkujących. Nie chodziło o bicie rekordów, wystarczyło zmieszczenie się w regulaminowym czasie.

Przypadkowo trafiłam w sieci na informację o Samsung Irena Women’s Run. Zapisałam się na bieg i wystartowałam 29 czerwca, 3 dni po tym jak pierwszy raz biegłam przez 40 min, bez żadnej przerwy na marsz, pokonując blisko 5 km.

Myślę, że teraz już się nie zatrzymam, ale tak na wszelki wypadek (fatum urodzonego w niedzielę lenia;)), postanowiłam założyć blog o swoim bieganiu, o tym jak zmienia moje życie na lepsze. W ten sposób chcę motywować siebie, ale jeśli przy okazji uda mi się bieganiem zarazić kogoś jeszcze to będę bardzo szczęśliwa. Bo nigdy nie jest za późno, aby BYĆ SOBĄ ZE SOBĄ!