Refleksja biegacza: Żeby przyspieszyć, najpierw trzeba czasem trochę zwolnić

Ostatni miesiąc obfitował w ważne dla mnie wydarzenia sportowe: pierwszy start w duathlonie, pierwszy start w biegu sztafetowym, debiut na królewskim dystansie… Sporo się działo także na niwie pozasportowej: Synek nr 1 poszedł do zerówki, rozpoczęłam dietę która ma mi pozwolić rozprawić się ostatecznie z ostatnimi nadprogramowymi kilogramami. Nadszedł też czas “rozstania” z Synkiem nr 2, bo po blisko 2 latach przerwy, od 1.10 wróciłam do pracy.

Czytaj dalej Refleksja biegacza: Żeby przyspieszyć, najpierw trzeba czasem trochę zwolnić

Biegam i pomagam: Bieg dla Stasia

03.10.2015 w warszawskim Parku Skaryszewskim odbędzie się Bieg dla Stasia. Bieg zostanie rozegrany na dystansie 5 km. I choć każdy zawodnik będzie miał zmierzony czas, nie wymiar sportowy będzie w tym dniu najważniejszy. Tego dnia będziemy przeganiać SMA!

Biegniemy dla małego Stasia, który walczy z chorobą SMA (rdzeniowy zanik mięśni). Dochód z pakietów startowych przekazany zostanie na rehabilitację i pobyt Stasia za granicą na badaniach klinicznych.

Zarejestruj się na stronie: https://online.datasport.pl/zapisy/portal/zawody.php?zawody=1847, zaproś znajomych i biegnij z nami dla Stasia. Razem przegonimy SMA!

Strona zawodów na Facebooku:
https://www.facebook.com/events/1633476206901395/

Bieg będzie dobrą rozgrzewką dla startujących następnego dnia w Biegnij Warszawo 😉

Ja już jestem zapisana. A Ty? Dołącz, warto!

Zawody biegowe: Fotorelacja z The Color Run by PZU – najweselszych 5 km :)

Co tu dużo pisać – najlepiej sami to zobaczcie 😉 Było kolorowo, radośnie, energetycznie.

Tuż przed startem 🙂
 Jeszcze czysta 😉
Razem z Dziewczynami z Aktywnie Bardzo “namierzyłyśmy Panią Basię Tukendorf – uczestniczkę “Odchudzania na śniadanie” w Pytaniu na Śniadanie. Niezwykle radosna i energiczna osoba! 🙂
 Tęczysław 😉
Ekipa RadioZet zagrzewała nas do startu!
Trochę się pokolorowałam 🙂
Z Lena Biega <3 🙂
Finałowy festiwal koloru, choć niestety nie udało mi się uchwycić kulminacyjnego momentu 🙁
 Z Mileną i Justyną z Aktywnie Bardzo

Przed i po 😉

Wrażenia z powrotu do domu tramwajem bezcenne 😉

Później coś jeszcze na temat tego biegu napiszę 😉 Niech moc kolorów będzie z Wami! 🙂

#happiest5k #thecolorrun #zawodybiegowe #biegna5km #kolor #radość

Konkurs: Do zgarnięcia pakiet na The Color Run

Kto ma ochotę pobiec w The Color Run* Poland 27.06 razem z Redaktorami Aktywnie Bardzo i ze mną? Na pewno będzie wesoło i kolorowo 😉

 
fot. thecolorrun.pl
 
Do wygrania są 3 pakiety na bieg w Warszawie. Szczegóły zostawiam pod linkiem:
 
Trzeba będzie wykazać się refleksem. Bądźcie czujni! 
Szansa na wygraną i pytanie konkursowe pojawi się na portalu Aktywnie Bardzo 18.06 po godz. 19:30.
 
Trzymam kciuki za Was, powodzenia! 🙂
 
 
*The Color Run, znany także jako najszczęśliwsze 5k na świecie, jest unikalnym kolorowanym biegiem, który celebruje zdrowie, szczęście i indywidualność. W Polsce odbywa się w trzech lokalizacjach: Kraków (20.06), Poznań (21.06) i Warszawa (27.06). Więcej: thecolorrun.pl
 
fot. Facebook @TheColorRunPoland
 
#AktywnieBardzo #konkurs #biegna5km #TheColorRun #pakietstartowy #zawodybiegowe

Zawody biegowe: Jak nakręciłam się na parkrun w maju

Na stronie parkrun* zarejestrowałam się już jakiś czas temu, ale “logistyka” do tej pory była zbyt skomplikowana. Obiecałam sobie jednak, że gdy tylko będzie cieplej, to się wreszcie wybiorę. I tak dzisiaj rano przejechałam się tramwajem 45 min żeby sobie pół godziny pobiegać 😉

 
W ramach akcji “Nakręć się na parkrun w maju” można było dzisiaj przynieść nakrętki od butelek, a że zbieram je profilaktycznie, bo może się zawsze znaleźć ktoś kto ich będzie potrzebować, zabrałam ze sobą torbę pełną tychże i “z pewną dozą nieśmiałości” ruszyłam do Parku Skaryszewskiego na parkrun Warszawa-Praga.
 
Oficjalna zbiórka jest pod Pomnikiem Żołnierzy Armii Radzieckiej o godz. 8:45, gdzie znajduje się także meta biegu (na nieco oddalone miejsce startu, koło siłowni plenerowej, uczestnicy udają się wspólnie). Można tam też zostawić swoje rzeczy, choć ja nie będąc pewna czy jest taka możliwość przezornie zabrałam dzisiaj ze sobą tylko to w/z czym mogłam biec. Ostatnio kupiłam sobie nową kolorową (oczywiście w różowych odcieniach :)) sportową saszetkę, do której zmieściłam wszystkie potrzebne rzeczy. Łącznie z małą wodą i z moim kindelkiem. Można więc powiedzieć, że biegłam dziś z całą (no, prawie;)) biblioteką. Coś dla ciała, coś dla ducha 🙂 2×45 min czytania to w moim zabieganym dniu naprawdę luksus 😉

Udział w biegu jest bezpłatny, trzeba jedynie pamiętać, aby na bieg zabrać ze sobą swój Indywidualny Kod Uczestnika, nadawany podczas rejestracji (który można wydrukować samodzielnie lub kupić na stronie www.kodyparkrun.pl w formie plastikowych kart i/lub zawieszek do kluczy wspierając inicjatywę parkrun) oraz pobrać po przekroczeniu mety zwrotny token i podejść z nim do wolontariusza, który skanuje kody. Na podstawie tych odczytów opracowywane są wyniki końcowe biegu.

 
Na miejsce przybyłam ok. 8:30. Trochę było pusto, ale szybko zaczęło przybywać biegaczy. Pewnie sporo osób już się wtedy rozgrzewało truchtając po parku. Ja przyznaję się bez bicia, że dzisiaj ten element nieco zaniedbałam, bo wdałam się w sympatyczną rozmowę z innym debiutującym dziś w parkrunie uczestnikiem, Sławkiem.
 
Pierwsze okrążenie pokonaliśmy wspólnie, ale potem się rozdzieliliśmy, bo to pierwszy sezon biegowy Sławka i na razie jeszcze biega marszobiegiem. Trochę miałam z tego powodu wyrzuty, ale nogi same niosły, więc co zrobić ;P
 
I tak po 2,5 okrążeniach pierwszy parkrun Warszawa-Praga był za mną 🙂 Na pewno nie ostatni!

Parkrun to wspaniała inicjatywa. Poza tym, że można pobiegać po pięknym parku, to można jeszcze poznać ciekawych ludzi z tą samą biegową pasją 🙂

Parkrun to wiecej niż bieg. To społeczność. Jest się znacznie mniej anonimowym niż w trakcie innych zorganizowanych biegów i mi to akurat pasuje. Jeśli się wahasz lub szukasz biegowego kompana to zachęcam – przyjdź na parkrun, nie będziesz żałować 🙂
 
Może następnym razem przyjadę rowerem 🚲? Przed Duathlon Maków Mazowiecki będzie jak znalazł 😉
 
 
Pierwszy parkrun za mną. Uzyskany czas: 00:28:40. Miejsce 72/87 uczestników 104. parkrun Warszawa-Praga 🙂
 fot. S. Nowakowski
 
PS. Dobrze że od zakończenia biegu do momentu pstryknięcia fotki upłynęło trochę czasu, bo inaczej byłabym dokładnie w kolorze mojej koszulki i butów #adistar #boost od SklepBiegowy.com. Choć swoją drogą ten kolor jest śliczny 😉
 
*parkrun to cykliczne i bezpłatne biegi na dystansie 5 km z pomiarem czasu organizowane w każdą sobotę o 9.00 rano. Biegi parkrun przeznaczone są dla każdego bez względu na biegowy staż, uzyskiwane rezultaty czy też wiek.
Udział w biegach jest bezpłatny na podstawie jednorazowej rejestracji w systemie parkrun. Uzyskany kod uczestnika pozwala na udział w dowolnej liczbie biegów, w dowolnej lokalizacji parkrun na świecie. Uzyskane rezultaty zapisywane są w profilach uczestników i przesyłane na ich adres poczty elektronicznej.
parkrun to inicjatywa o zasięgu międzynarodowym. Biegi parkrun rozgrywane są niemal na wszystkich kontynentach i skupiają setki tysięcy biegaczy amatorów. Rejestracji można dokonać: tutaj.
Źródło: www.parkrun.pl
 
#parkrun #biegna5km #biegpoparku #sklepbiegowy #adistar #boost #adidas

Zawody biegowe: Grand Prix City Trail Warszawa 2014/2015 – finał z przytupem!

W niedzielę 15.03 wzięłam udział w ostatnich zawodach z cyklu Grand Prix City Trail Warszawa rozgrywanych w sezonie 2014/2015.

City Trail to cykl przełajowych zawodów biegowych na dystansie 5 km rozgrywany od 5 lat. Jak podają Organizatorzy, są to: “zawody dla każdego – ścigaczy, amatorów aktywnego spędzania czasu, początkujących biegaczy, a także dzieci, bowiem w ramach zawodów organizowane są także krótsze biegi dla najmłodszych – City Trail Junior na dystansach od 300 m do 3 km”.

 

W sezonie 2014/2015 zawody odbywały się w 11 miastach: Bydgoszczy, Gdańsku, Gdyni,  Katowicach, Lublinie, Łodzi, Olsztynie, Poznaniu, Szczecinie, Warszawie oraz we Wrocławiu. Cały cykl rozpoczął się 11 października 2014 w Lublinie, a zakończy się 29 marca 2015 w Katowicach.

Żeby zostać sklasyfikowanym i otrzymać pamiątkowy medal należało wziąć udział w 4 z 6 biegów, przy czym można było startować w różnych miastach. Rejestracji można było dokonać elektronicznie (nie później niż na 3 dni przed zawodami) lub na miejscu w dniu imprezy w biurze zawodów. Opłaty startowe były zróżnicowane i zależały od terminu wniesienia
wpisowego. Do drugiej edycji włącznie można było wnieść opłatę za pakiet
wszystkich biegów, co pozwalało obniżyć koszt udziału w zawodach.

Każdy uczestnik biegu głównego otrzymywał numer startowy (stały na cały cykl, który po każdym biegu trzeba było zwrócić i odebrać przed kolejnym w biurze zawodów) oraz chip do pomiaru czasu (zwracany po każdym biegu). Po ostatnim biegu można było zatrzymać swój numer startowy na pamiątkę. Nie wiem jak Wy, ale ja kolekcjonuję swoje numery startowe.

 Mój numer startowy w cyklu City Trail 
fot. A. Jarosz

Grand Prix City Trail Warszawa

Edycja warszawska, w której brałam udział, odbywała się w Parku Leśnym “Młociny”. Zakończyła się w ostatnią niedzielę, czyli 15.03. Udało mi się zakończyć ją z przytupem, ponieważ wybiegałam swój najlepszy czas na dystansie 5 km – 00:27:24. To jest zresztą moja trzecia “życiówka” uzyskana w tym cyklu 🙂
Spośród sześciu zawodów rozegranych w ramach Grand Prix City Trail Warszawa wzięłam udział w 4 z nich (I, III w 2014 i IV, VI w 2015). Z jednego wykluczyło mnie przeziębienie, z drugiego przymusowy odpoczynek po zabiegu usunięcia pęcherzyka żółciowego.
 
Trasa Grand Prix City Trail Warszawa
fot. www.citytrail.pl

Trasa warszawskiej edycji składała się z dwóch, ale nie identycznych, pętli – pierwsze okrążenie było nieco krótsze, niż drugie. Biegło się po głównej alejce Parku Leśnego Młociny, ale nie odnotowałam kolizji z niedzielnymi spacerowiczami 😉 
Leśne alejki były dość ubite, ale jak to w lesie, zdarzały się na nich korzenie i kamienie. Pewien fragment trasy, po którym biegło mi się najgorzej, przebiegał po ścieżce utwardzonej potłuczonymi cegłami. Ze względu na to, że zawody odbywały się w okresie jesienno-zimowym, na trasie bywało też błoto i kałuże, ale nie na tyle duże, żeby nie można ich było ominąć. 
W pierwszych zawodach z cyklu biegłam w butach do fitnessu (moich pierwszych butach do biegania) z dość delikatną podeszwą i biegnąc w nich musiałam uważać na korzenie, czy kamienie. Tamtego dnia brałam wcześniej jeszcze udział w biegu na 10 km (odbywającym się po asfaltowych alejkach w parku), miałam niewiele czasu na ogarnięcie się w domu i jakoś tak z rozpędu ubrałam te same buty. “Oświeciło” mnie dopiero na miejscu… Zdecydowanie lepiej biegało mi się w butach z twardszą podeszwą i większym bieżnikiem, czyli przeznaczonych do biegania w terenie. Oczywiście, wtedy też trzeba patrzeć pod nogi i uważać na kamienie, ale zetknięcie z korzeniem, czy kamieniem nie jest tak dotkliwe;) Na
ostatnich zawodach pobiegłam jednak w butach Crivit z najnowszej kolekcji biegowej
Lidla i choć nie są one raczej z założenia przeznaczone do biegania w terenie, to dobrze
się sprawdziły. W każdym bądź razie nie bałam się o swoje stopy w momencie spotkania z korzeniem czy kamieniem. Zdecydowanie bardziej martwiło mnie błoto, bo trochę się wybrudziły, ale przynajmniej przeszły chrzest bojowy 😉
“City Trail – krok do natury”
fot. A. Jarosz
Trasa była zawsze bardzo dobrze oznakowana – nigdy nie miałam problemu z wypatrzeniem znaku informującego o kolejnym wybieganym kilometrze. Trzeba oddać organizatorom, że wiedzą co robią i znają się na rzeczy. Bardzo szybko przepinane były taśmy, którymi znakowano trasę, tak żeby nikt się nie pomylił i drugą pętlę pobiegł właściwą ścieżką. 
Sprawnie odbywało się także odbieranie numerów startowych oraz oddawanie rzeczy do depozytu, a potem ich odbieranie. Wolontariusze byli zawsze uśmiechnięci i pomocni.
Na mecie po każdym biegu czekała na biegaczy ciepła herbata i pyszne rogaliki z marmoladą 🙂
Zawody na terenie parku leśnego stanowiły miłą odmianę od biegów ulicznych. Nie ma to jak kontakt z naturą 🙂
Jedyną niedogodność stanowiło oddalenie biura zawodów od linii startu, ale z drugiej strony zapewniało to rozgrzewkę przed startem 😉
Linia startu w City Trail
fot. A. Jarosz

12.10.2014 Grand Prix City Trail Warszawa I – 00:30:31 – relację z pierwszej edycji zamieściłam wcześniej na blogu: tutaj.

14.12.2014 Grand Prix City Trail Warszawa III – najlepszy życiowy czas po raz pierwszy: 00:29:02
Pamiętam, że bieganiu towarzyszyła mżawka, mimo wszystko udało mi się pobić swój dotychczasowy rekord na dystansie 5 km 🙂

11.01.2015 Grand Prix City Trail Warszawa IV – najlepszy życiowy czas po raz drugi: 00:28:05.
To był początek mojej współpracy z trenerem, bieg ten potraktowaliśmy więc jako sprawdzian mojej formy. Motywacja była więc duża i mimo sporego wiatru udało się wybiegać “życiówkę”:) 
Tego dnia uczestniczyłam jeszcze w 9. Biegu “Policz się z cukrzycą” odbywającym się w ramach 23. Finału WOŚP.

15.03.2015 Grand Prix City Trail Warszawa VI – najlepszy życiowy czas po raz trzeci: 00:27:24.
Moja aktualna życiówka. Coś czuję, że prędko jej nie pobiję ;), ale będę się starać zbliżyć do moich wymarzonych 25 minut. Start w tych zawodach podbudował mnie przed półmaratonem – w końcu udało mi się wybiegać PB po 6 tygodniowej przerwie w treningach. Oczywiście, takie tempo na całym dystansie półmaratonu nie jest dla mnie osiągalne, ale zaczynam wierzyć, że dobiegnę do mety;)

Klasyfikacja generalna całego cyklu:
K 64/129, K30 32/59

Podsumowanie warszawskiej edycji będzie miało uroczysty charakter i odbędzie się 30.03 o godz. 18:30 w Hotelu Radisson Blu Sobieski (Plac Zawiszy 1). Tego dnia nagrodzeni zostaną zwycięzcy klasyfikacji generalnej – pięć kobiet i pięciu mężczyzn (m.in. mój Trener – Jakub Karasek W nogi – czyli rzecz o bieganiu, który zajął 4 miejsce w klasyfikacji generalnej cyklu), a także kategorii wiekowych – trzy kobiety i trzech mężczyzn w każdej (Kuba zajął 2. miejsce w kategorii M20). Nagrody dostaną również uczestnicy cyklu dla dzieci i młodzieży – City Trail Junior. Każdy, kto ukończył co najmniej 4 biegi otrzyma pamiątkowy medal, czyli m.in ja 😉

Nocne bieganie, czyli ON THE RUN w Łazienkach Królewskich

Ponieważ w tym roku postanowiłam bardziej regularnie pisać relacje z zawodów, w których brałam udział, a tymczasem w niezbyt jeszcze starym 2015 zalegam już z dwiema, tym razem zdecydowałam się pójść nieco na skróty i tak oto wklejam post z mojej strony na Facebooku.

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/all.js#xfbml=1”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs); }(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Post użytkownika ZabiegAnna.

Podsumowując, życzę sobie i Wam więcej takich imprez! 🙂

A na dokładkę wklejam zdjęcia medalu, który świeci w ciemności, choć może na zdjęciu tak dobrze tego nie widać 🙂

Bieg na Piątkę, czyli kiedyś przebiegnę ten maraton!

Przebiegnięcie maratonu to moje marzenie. Kiedyś zmierzę się z królewskim dystansem. Na razie wystarczą mi krótsze biegi, takie jak Bieg na Piątkę, towarzyszący Maratonowi Warszawskiemu. Przynajmniej w ten sposób mogłam poczuć się choć w części jak maratończyk.
 Niebieski numer, niebieska koszulka, niebieski izotonik,
czyli pakiet startowy Biegu na Piątkę.
 
W Biegu na Piątkę, który odbył się 28.09.2014 r. startowałam razem z Bratem nr 1. Umówiliśmy się na wspólny przejazd, najpierw autobusem do Dworca Zachodniego, a potem SKM-ką już na miejsce zawodów. Dla uczestników Biegu na Piątkę przejazdy komunikacją miejską były bezpłatne, co dodatkowo sprzyjało wyborowi tego właśnie sposobu transportu. No i odchodził problem z parkowaniem;)

Ładny ten bilet 😉

 

Już w autobusie spotkaliśmy osoby startujące tak w naszym biegu, jak i w biegu maratońskim (można było rozpoznać “swoich” po workach z pakietu startowego;)) Na dworcu, a potem w SKM-ce, było ich jeszcze więcej. Z pociągu na stacji Warszawa Stadion rozlał się prawdziwy tłum biegaczy, którzy niczym mrówki zmierzali w kierunku Stadionu.
 
Warszawa Stadion.
 
Stadion Narodowy.
 
 Stadion i ja.
  
Kiedy zostawiliśmy swoje rzeczy w depozycie, udaliśmy się na miejsce startu, czyli Most Poniatowskiego. Obawiałam się, że w trakcie biegu będzie mi zimno i koszulkę startową ubrałam na bluzkę z długim rękawem. Mieliśmy biec głównie przez Most i myślałam, że będzie wiało znad Wisły. Ponadto, start biegu był dość wcześnie (9:30), a to był już koniec września. W trakcie czekania na Dworcu Zachodnim na SKM-kę było mi trochę chłodno, zwłaszcza patrząc na maratończyków w krótkich spodenkach;) Jednak nie ma to jak doświadczenie…;) Jak się później okazało, w trakcie biegu było mi trochę za ciepło, tym bardziej że wyszło słońce.
Najpierw startowali maratończycy. Czekaliśmy więc chwilę na swoją kolej. W sam raz, żeby zrobić kilka zdjęć;)
 
Tuż przed startem.
 
Konferansjerem był Przemysław Babiarz. Pamiętam (może już nie dokładnie co do słowa) jego motywujące słowa skierowane do nas, biegnących na 5 km, na starcie: “Zapamiętajcie swoje tempo z tego biegu i za rok pobiegnijcie w takim samym tempie w biegu maratońskim. Rok solidnych przygotowań pozwoli Wam ukończyć maraton na przyzwoitym poziomie“. Myślę, że w moim przypadku to by było za wcześnie, ale miło było usłyszeć to z ust innego, bardziej doświadczonego biegacza.
 
W naszym biegu brał udział Yared Shegumo, zdobywca srebrnego medalu dla Polski w biegu maratońskim na tegorocznych lekkoatletycznych ME w Zuruchu. Jak sam powiedział, na udział w kolejnym maratonie byłoby dla niego jeszcze za wcześnie po tamtym biegu (ME oodbywały się w sierpniu). Kiedy ja wbiegałam na Most, Yared był w tym samym miejscu, tylko już w drodze powrotnej;)
 
Trasa biegu, jak nietrudno zgadnąć wnioskując po nazwie, liczyła 5 km i prowadziła głównie po Moście Poniatowskiego, który trzeba było pokonać dwa razy: najpierw biegnąc w stronę Centrum, a następnie (po nawrotce na rondzie z palmą, oficjalnie nazywającym się Rondem gen. Charles’a de Gaulle’a) w kierunku Stadionu Narodowego. Z Mostu zbiegało się na Wybrzeże Szczecińskie i nim wbiegało się już prosto na teren Stadionu. Finisz odbywał się na płycie Stadionu.
 
Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich, czyli palma daktylowa na Rondzie gen. Charles’a de Gaulle’a.
 
Stadion Narodowy w drodze powrotnej.
 
Zawody wygrał Yared Shegumo z czasem 00:14:20. Najlepsza z pań była Karolina Pilarska z czasem 00:17:06. Mi udało się osiągnąć czas 00:30:27, zajmując 2380 miejsce na 3084. Życiówki nie było, ale po pierwsze było na to jak dla mnie trochę za ciasno, a po drugie biegłam spokojnie, delektując się słoneczną pogodą i widokami. Przyspieszyłam dopiero po zbiegnięciu z mostu. Na finiszu trzeba było trzymać fason;)
 

Nr 20615 po przebiegnięciu 5 km w czasie 00:30:27.

 
W kolejce po medal.
 
Medal z Biegu na Piątkę. Też na piątkę 🙂
 
Po drodze do depozytu natknęliśmy się jeszcze na stoisko Adidas, gdzie można sobie było zrobić pamiątkowe zdjęcie “na ściance”.
 
Pamiątka od firmy Adidas.
 
Rodzeństwo na medal 🙂
 
Ponieważ w domu czekał na mnie z utęsknieniem Synek nr 2, tylko chwilę patrzyliśmy na finiszujących maratończyków. Może w przyszłym roku będę już mogła pokibicować im nieco dłużej 🙂
 
Maratończycy.
 
Tego samego dnia w Berlinie także odbywał się maraton. W jego trakcie został ustanowiony nowy rekord świata na tym dystansie – 02:02:57. Dennis Kimetto z Kenii jako pierwszy człowiek w historii pokonał dystans 42 km i 195 m w czasie poniżej 2 h i 3 minut. Kenijczyk o 26 s poprawił rekord świata (ustanowiony rok wcześniej także w Berlinie), należący do swojego rodaka Wilsona Kipsanga Kiproticha.

Szybko po Woli i City Trail, czyli cały dzień w biegu

12.10.2014 r. wzięłam udział w dwóch biegach – zamykającym cykl Szybko po Woli i w inaugurującym Grand Prix City Trail. Pierwszy startował o 10:00, drugi o 15:00. I jak na biegowy dzień przystało, rozpoczęłam go… biegająco;)

Szybko na Wolę, czyli “Szybko po Woli”

Po pierwsze – zaspałam! W biegu śniadanie, biegiem na autobus, biegiem do biura zawodów, które miało być zamknięte na 15 minut przed startem… Wolałam zdać się na komunikację miejską, bo obawiałam się, że mogłabym mieć trudności z parkowaniem. Poza tym, mogłam na bieg dojechać jednym autobusem. Na miejscu okazało się, że z parkowaniem problemu by nie było, a w kolejce do biura zawodów nie byłam ostatnia;) Trochę obawiałam się, że nie “ogarnę” trasy, która wiodła dość krętymi alejkami Parku Szymańskiego, którego dobrze nie znałam. W trakcie biegu okazało się, że obawiałam się niepotrzebnie, bo trasa była dobrze oznakowana.

Trasa biegu Szybko po Woli.
Źródło: www.szybkopowoli.pl

Szybko po Woli był cyklem 6 biegów na dystansie 10 km, który odbywał się we wspomnianym Parku Szymańskiego na warszawskiej Woli. Tym razem nie miałam szans na medal, bo warunkiem otrzymania takowego było ukończenie trzech z rozegranych wcześniej 5 biegów (szósty bieg nie był uwzględniany w klasyfikacji cyklu). No, ale nie dla medali przecież biegam (choć dla mnie osobiście są one miłą pamiątką udziału w biegu), więc postanowiłam się zapisać.

Trasa biegu była wytyczona po 2500 m pętli, którą trzeba było pokonać czterokrotnie. Pomiar czasu odbywał się na podstawie odczytu kodu kreskowego znajdującego się na zwrotnym numerze startowym. Pierwszy raz uczestniczyłam w biegu, w którym nie było chipów. Skoro mowa o czasie, to udało mi się ukończyć bieg z wynikiem 01:01:40. Mimo, że zajęłam 87 miejsce na 95 możliwych w kategorii open (uplasowałam się więc pod koniec stawki), to był to mój najlepszy jak do tej pory wynik na tym dystansie:) Zwycięzca biegu, Bartosz Olszewski z klubu Warszawiaky (czas 00:33:40) i znany szerzej jako warszawskibiegacz.pl, kończył drugie okrążenie, kiedy ja kończyłam swoje pierwsze;) Logo biegu, ślimak, ma więc ze mną dużo wspólnego;) Najlepsza wśród pań była Agnieszka Sulik (Dead on Arrival, czas 00:42:28).

Numer startowy ze ślimakiem.

Po biegu odbyło się wręczanie nagród zwycięzcom biegu, jak i całego cyklu. W zasadzie chyba każdy uczestnik trzech biegów z cyklu otrzymywał upominek od Organizatorów. Na koniec było losowanie nagród dla wszystkich uczestników ostatniego biegu, którzy wrzucili do specjalnego pudełka karteczkę ze swoim numerem startowym. Udało i mi się wylosować upominek zwany “bufhalfem”*. Przy okazji dowiedziałam się, że tak się nazywa wielofunkcyjna opaska (komin), która może posłużyć jako opaska właśnie, szalik lub czapeczka. Każdy pewnie może z niej sobie “ukręcić” element garderoby według własnego uznania:)

“Bufhalf” – nagroda w losowaniu

Bieg odbywał się raczej w kameralnej i bardzo sympatycznej atmosferze. Uśmiechnięci Wolontariusze na trasie, Prowadzący imprezę Jan Goleń odczytujący nazwiska osób przekraczających bramę mety na każdym okrążeniu, grupka dopingujących Kibiców przy mecie… Po pierwszym okrążeniu zobaczyłam wśród nich Brata, który przyjechał mi pokibicować. Taka niespodzianka:) No i dzięki Bratu mam kilka zdjęć z biegu.

Każde okrążenie starałam się pokonać z uśmiechem:)

Na uczestników biegu za linią mety był punkt z wodą i izotonikiem, który czekał na biegaczy po każdym okrążeniu. A po biegu woda, banany i drożdżówki. Jedynie “tojtoje” dojechały z poślizgiem, już po starcie, ale na miejscu były parkowe, tylko nie wiem w jakim stanie, bo nie sprawdzałam;)

Mam nadzieję, że “Szybko po Woli” będzie odbywać się w przyszłym roku, bo udział w biegu finałowym zachęcił mnie do udziału w kolejnym cyklu.

Na mecie:)

* zapewne od opasek firmy Buff®, więc może zapis “Buff Half “byłby tu bardziej odpowiedni, nie mam jednak pewności, bo z tą nazwą miałam styczność po raz pierwszy, a na moim bufhalfie żadne logo nie stoi;) Powyższy zapis jest wynikiem moich osobistych dociekań, które polegały na odtworzeniu nazwy owego przedmiotu zasłyszanej po raz pierwszy i skojarzenia jej (wyleciała mi zaraz po biegu z głowy) z opaskami wyżej wymienionej marki:) To tak jak adidasy i adidas;)

Goniąc (na) start, czyli “City Trail

Z Woli szybko wróciłam do domu, tam błyskawicznie się ogarnęłam i pojechałam, tym razem samochodem, na Młociny. Po drodze zgarnęłam Brata. Domyślałam się, że może być problem z parkowaniem, ale komunikacją byśmy nie zdążyli. Na miejscu okazało się, że tym razem słusznie się obawiałam, bo faktycznie nie było wolnych miejsc parkingowych. Był już kwadrans po 14:00, a biuro zawodów miało być czynne do 14:30. Brat wysiadł więc, żeby mógł nas zapisać na bieg (przegapiliśmy termin zapisów przez internet), a ja wyruszyłam z misją zaparkowania mojej Błękitnej Strzały. Planowałam porzucić ją po drugiej stronie ul. Pułkowej (nie Pułkowskiej, jak informowała wolontariuszka biegu) i teleportować się (przecież musiałam się przemieścić się błyskawicznie, tylko teleportacja wchodziła więc w grę;)) na polanę w Lesie Młocińskim.

O ile z parkowaniem szczęśliwie poszło gładko, to z teleportacją szło gorzej i musiałam użyć swoich nóg, żeby się dostać do biura zawodów. Oczywiście nogi musiały biec (a ja na nich;)).
Kiedy dotarłam na miejsce, podpisałam oświadczenie uczestnika (pobrane i wypełnione już przez Brata) oraz odebrałam zwrotny numer startowy – 512, który będzie obowiązywał w całym cyklu i (także zwrotnego) chipa – do pomiarów czasu.

Numer startowy obowiązujący w całym cyklu GP City Trail Warszawa.

Pewnie zdążyłabym zapisać się w biurze osobiście, bo szczęśliwie działało jednak dłużej. Jednak start miał być już za 15 min, a od biura zawodów miejsce startu było oddalone o 1,3 km. Zostawiliśmy rzeczy w depozycie i początkowo szybkim, a potem jeszcze szybszym krokiem ruszyliśmy na miejsce startu. Końcówkę przebiegliśmy:) Przynajmniej mieliśmy możliwość rozgrzania się przed biegiem, bo wystartowaliśmy chyba w 3 minuty po dotarciu na linię startu.

Tuż przed startem.

Trasa biegu była dobrze oznakowana, widziałam numer każdego pokonanego kilometra. Biegłam w miarę równym tempem. Trasa składała się z dwóch, ale nie identycznych, pętli. Pierwsze okrążenie było nieco krótsze, niż drugie.

 Trasa biegu City Trail Warszawa
Źródło: www.citytrail.pl

Trasę udało mi się pokonać z czasem 30:31 brutto. Zegarek pokazał nawet lepszy czas:), bo mierzyłam go od momentu przekroczenia linii startu do mety.

 Mój pomiar czasu.
Bieg ukończyło 326 osób. Zawody wygrał Artur Jabłoński (Dream Run) z czasem 00:16:05. W kategorii open zajęłam 266 miejsce. Wśród kobiet najlepsza okazała się Joanna Schab (Aletempo) z czasem 00:19:20. W kategorii kobiet zajęłam miejsce 87/128, w kategorii K30 51/65.

Trasę i miejsce biegu wspominam sympatycznie. Jednak uważam że organizacyjnie kilka rzeczy można poprawić.
1. Nie wiem, czy dobrym pomysłem było oddalenie startu od biura zawodów – miejsca gdzie odbiera się numery startowe i gdzie znajduje się depozyt oraz przebieralnia. Biuro zawodów (dla mnie to akurat dobrze;)) działało niemal do ostatniej chwili przed startem, więc może to wskazywać na to, że ilość uczestników zaskoczyła Organizatorów. Choć z drugiej strony można też zastosować powiedzenie – “Kto późno przychodzi, ten sam sobie szkodzi”, więc się tego oddalenia startu od biura zawodów tak mocno nie czepiam;). Można jednak było ustawić jeszcze kilka znaków po drodze ze strzałkami wskazującymi miejsce startu. Tak, żeby było wiadomo, że idzie się we właściwym kierunku:)
2. Przebieralnia – właściwie była jedynie zadaszeniem (namiot bez ścianek bocznych). Myślę, że niektóre osoby mogły czuć się skrępowane przebierając się publicznie. Nie każdy ma ochotę świecić gatkami, tudzież biustonoszem przed innymi.
3. Nie widziałam “tojtojów” w pobliżu biura zawodów. Może hasło biegu “Krok do natury” potraktowane zostało w tym aspekcie zbyt dosłownie;)
4. Miejsca parkingowe – tu właściwie nie ma co narzekać, bo miejsc parkingowych było tyle ile było. W końcu zawody odbywały się w Parku, miejscu ogólnodostępnym, nie wyłączonym z normalnego ruchu. Jednym udało się więc zaparkować bliżej, innym dalej. Pewnie fakt, że tego samego dnia odbywały się wyścigi osób biegających z psami miał tutaj także znaczenie, część miejsc była jeszcze zajęta przez ich uczestników. Ale nigdy nie byłam w Parku Młocińskim w niedzielę, więc nie wiem jak tam sytuacja wygląda kiedy nie odbywają się żadne imprezy. Może wcale nie jest lepiej;) Szkoda tylko, że dopuszczono, aby jeden z samochodów stanął na trasie biegu. Organizatorzy co prawda ostrzegali później w tym miejscu w trakcie biegu o nagłym zwężeniu trasy, ale to jedno miejsce chyba można było jakoś zarezerwować.
5. Kosze na śmiecie – a raczej ich brak przy punktach żywieniowych. Można chyba było przygotować jakieś worki na śmiecie.

Są to jednak tylko drobne uwagi, które nie rzutują na całokształt tej sympatycznej imprezy. Mam nadzieję, że będę mogła wziąć udział we wszystkich biegach z tego cyklu. Przynajmniej tak planuję:)

Numer 512 melduje się na mecie:)