Biegam i pomagam: Bieg dla Stasia

03.10.2015 w warszawskim Parku Skaryszewskim odbędzie się Bieg dla Stasia. Bieg zostanie rozegrany na dystansie 5 km. I choć każdy zawodnik będzie miał zmierzony czas, nie wymiar sportowy będzie w tym dniu najważniejszy. Tego dnia będziemy przeganiać SMA!

Biegniemy dla małego Stasia, który walczy z chorobą SMA (rdzeniowy zanik mięśni). Dochód z pakietów startowych przekazany zostanie na rehabilitację i pobyt Stasia za granicą na badaniach klinicznych.

Zarejestruj się na stronie: https://online.datasport.pl/zapisy/portal/zawody.php?zawody=1847, zaproś znajomych i biegnij z nami dla Stasia. Razem przegonimy SMA!

Strona zawodów na Facebooku:
https://www.facebook.com/events/1633476206901395/

Bieg będzie dobrą rozgrzewką dla startujących następnego dnia w Biegnij Warszawo 😉

Ja już jestem zapisana. A Ty? Dołącz, warto!

Narodowe Święto Biegania: Orlen Warsaw Marathon, czyli jak rozprawiłam się z godziną na 10 km

Plan na ten bieg był jeden – złamać 1 h. Udało się! 🙂

Orlen Warsaw Marathon to zgodnie z zapowiedziami Organizatorów trwające dwa dni Narodowe Święto Biegania. Miasteczko biegowe zlokalizowane na błoniach Stadionu Narodowego imponowało rozmiarem.

Miasteczko biegowe na Orlen Warsaw Marathon
Główną imprezą był oczywiście bieg maratoński (42,195 km), ale dla biegaczy jeszcze nie gotowych na zmierzenie się z królewskim dystansem przewidziany został Bieg OSHEE (10 km). Ba! znalazło się nawet coś dla początkujących czy też nie mających z bieganiem nic wspólnego – charytatywny marszobieg (4,6 km).
Zanim 26.04 wystartowałam w biegu na 10 km, dzień wcześniej wzięłam wraz z moją Przyjaciółką w charytatywnym marszobiegu. Całą trasę z Pl. Zamkowego na błonia Stadionu Narodowego pokonałyśmy marszem, bo Gosia (jeszcze;P) nie biega. Mówi, że na razie się nie przekonała… Za to często występuje w roli mojego kibica 🙂 Na udział w marszobiegu wcale nie musiałam Jej długo namawiać 😉
Start marszobiegu na Pl. Zamkowym
Meta majaczy w oddali…
Na trasie i na mecie
 W marszobiegu wzięło udział 11 000 uczestników
Takich osób jak my było 11 000. Każdy uczestnik to pomoc w wysokości 10 PLN przeznaczona na rzecz potrzebujących dzieci, wspieranych m.in. przez Fundację ORLEN Dar Serca. Fajnie że robiąc coś dobrego dla siebie (w końcu ruch to zdrowie) można jednocześnie zrobić coś dobrego dla innych. Win-win 🙂

Po marszobiegu odwiedziłyśmy miasteczko biegowe. Co prawda pakiet startowy na Bieg OSHEE odebrał wcześniej mój Brat nr 1, który także brał w nim udział, ale i tak miałam co robić. Expo składało się z wielu stoisk z ofertą dla biegaczy – od butów, przez stroje i akcesoria, po zdrowe jedzenie i odżywki. Na jednym z takich stoisk miałyśmy okazję spotkać Beatę Sadowską i poprosić o autograf w naszych książkach “I jak tu nie jeść!”. Wiedziałam że Beata będzie podpisywać tego dnia książki, ale zabrałam swój egzemplarz (zamówiony jeszcze w przedsprzedaży – po lekturze “I jak tu nie biegać!” byłam pewna, że można brać w ciemno ;)) bez większej nadziei na powodzenie. Myślałam, że gdy dotrzemy na miejsce po prostu Jej już tam już nie zastaniemy. Tymczasem spotkała nas miła niespodzianka 🙂

 “I jak tu nie jeść!” i autograf Beaty Sadowskiej

Na Expo odwiedziłyśmy także foto-budkę oraz dałyśmy się namówić na zielony koktajl a ja kupiłam sobie jeszcze bransoletkę z zawieszką (mam do nich słabość:)) na stoisku Biżuterii Sportowej.

W niedzielę rano tradycyjnie umówiłam się z Bratem na wspólny dojazd na miejsce zawodów. Dla biegaczy przejazd komunikacją miejską w Warszawie był tego dnia darmowy. Za bilet służył numer startowy.

Numer startowy służył mi za bilet
Na stacji Metro Świętokrzyska prawie puste wagony podziemnej kolejki wypełniły się biegaczami po brzegi. Na twarzach niebiegajacych pasażerów, będących w zdecydowanej mniejszości, można było zobaczyć pewną konsternację 😉
Tym razem postanowiłam wystartować w oficjalnej koszulce biegu.
 Melduję się na miejscu 🙂
Start obydwu niedzielnych biegów był o tej samej porze. Strefy startowe maratończyków i biegnących na 10 km były ustawione równolegle do siebie. Jedni i drudzy biegacze pozdrawiali się wzajemnie i oczekiwali na sygnał do startu.
Widok na strefy startowe
 W momencie startu w niebo poszybowały biało-czerwone baloniki
 Linia startu coraz bliżej…
Na początku było trochę ciasno, ale stopniowo rozluźniało się na trasie i znalazłam swoje miejsce wśród biegaczy. Dopiero potem na zdjęciach z biegu zobaczyłam, że na trasie było naprawdę duuużo biegaczy.
Już jakiś czas wcześniej postanowiłam, że na tym biegu rozprawię się z godziną. Pacemaker biegnący na 1:00:00 początkowo był w zasięgu mojego wzroku, jednak stopniowo oddalał się wraz z grupką towarzyszących mu biegaczy, by w pewnym momencie zniknąć zupełnie.
Zwykle na biegach 5 i 10 km biegnę wolniej na początku, a potem, gdy już się porządnie rozgrzeję i rozbiegnę, przyspieszam. Zawsze się boję, że dam się ponieść tłumowi, “zagotuję się” na wstępie, a potem nie dam rady dobiec do mety. Biegnę więc sobie zachowawczo, czasami może nawet zbyt zachowawczo, ale co tam! Czas nie jest zwykle dla mnie bardzo istotny, choć cieszę się, gdy uda mi się poprawić swoją “życiówkę”. Czasami w trakcie biegu wolę chłonąć atmosferę, cieszyć oczy widokami na trasie, niż walczyć o każdą sekundę. Co prawda nawet ja już się nauczyłam, że w biegach na 5 km nie ma czasu na zbyt spokojny start, od razu trzeba ruszyć tempem zbliżonym do zakładanego na dany czas, bo bieg trwa za krótko, żeby potem nadrobić początkowe straty. Po Biegu Niepodległości na 10 km też wyciągnęłam cenną naukę, że jeśli się decydować na szybszy bieg, to też należy to zrobić odpowiednio wcześnie 🙂 Wtedy nie udało mi się złamać godziny, choć ostatnie 2 km to w porównaniu do początkowego tempa biegu pędziłam na złamanie karku 😉 Zresztą Endomondo wciąż jako mój najszybszy kilometr pokazuje właśnie końcówkę tamtego biegu;)
Mądrzejsza więc o to doświadczenie, w trakcie biegu kierowałam się wskazaniami mojego zegarka. Właściwie przez przypadek ustawiłam wyświetlacz na średnie tempo, a nie tempo bieżące, ale jak się okazało było to bardzo dobre posunięcie 🙂 Kiedy się zorientowałam w pomyłce, już, już miałam przestawić zegarek, ale wtedy doznałam olśnienia! Żeby ukończyć bieg z czasem poniżej 1 h, to zegarek musi wskazywać średnią wartość poniżej 6 minut/km. Bardzo mnie więc cieszyło, że pokazywana na wyświetlaczu wartość stopniowo zbliża się do tych upragnionych 5:59 min/km 🙂 6:14, 6:13, 6:10, 6:07, 6:05… Pomagało mi też to, że trasa biegu była mi znana m.in. z 10. PZU Półmaratonu Warszawskiego, gdyż częściowo się z nią pokrywała.

Od ok. 5-6 km czułam, że “coś” się dzieje w środkowej części spodu prawej stopy i że nie jest to nic dobrego… Od 7 km czułam już wyraźnie ból. Ale bardzo chciałam złamać tę godzinę i czułam że naprawdę mam szansę to zrobić.

Kiedy przekroczyłam 8 km i zobaczyłam Stadion Narodowy z bliska, wiedziałam że się uda, że mam jeszcze siły żeby utrzymać odpowiednie tempo do mety. To było super uczucie! Jakby nogi same niosły! Trasę od Mostu Świętokrzyskiego doskonale pamiętałam z poprzedniego dnia (finisz marszobiegu był w tym samym miejscu) i wiedziałam, że już za chwilę będzie meta. Jeszcze tylko okrążyć Stadion!

Starałam się nie myśleć o tym, że coś mnie boli. Właściwie to chyba nawet przestałam czuć ból. Skupiłam się na gonieniu zajączka… w osobie pacemakera na 1:00:00, bo znów pojawił się w zasięgu mojego wzroku.

Kiedy go wyprzedziłam na ostatniej prostej, to miałam już niemal pewność że się udało 🙂 Za metą mój zegarek pokazał czas 00:59:15 (sekundę więcej niż czas oficjalny).

Uff! Udało się! 🙂
Jeszcze w strefie medalowej poprosiłam inną Uczestniczkę biegu (którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam :)) o zrobienie zdjęcia. Pani poprosiła mnie zresztą o to samo. Mam jednak nadzieję, że w roli fotografa wypadłam lepiej, niż Ona 😉 W każdym razie, gdy zobaczyłam te zdjęcia uśmiechnęłam się od ucha do ucha 😀 Nie byłam zła. W końcu to moje nogi grały w tym biegu główną rolę 😉
 Zdjęcie w strefie medalowej. Element najważniejszy dla biegacza uwieczniony 😉
Dopiero po chwili prawa stopa przypomniała mi o sobie 😉 Tak jak podejrzewałam już w trakcie biegu, pojawił się na niej piękny pęcherz. Mój pierwszy biegowy bąbel 😉 Obstawiam że zawiniły skarpetki. Dopasowane, ale zwykłe, bawełniane, nie funkcyjne (przetestowane co prawda wcześniej na 5 km) w połączeniu z wodą na trasie.
 Cena życiówki 😉
Po odebraniu depozytu odstałam jeszcze z Bratem prawie 1,5 h (!) w kolejce do namiotu, w którym można było wygrawerować na medalu swój czas. Ponieważ był to pierwszy bieg na 10 km, w którym nie zobaczyłam 1 h z przodu, zależało mi na tym grawerze. Robiło mi się coraz zimniej, zaczął znowu kropić deszcz i marzyłam już tylko o ciepłym prysznicu. Jednak mimo zimna i bólu stopy z uśmiechem na ustach wróciłam do domu 🙂
Medal 🙂
Przepowiednia? 😉
*** 

Poradnik biegacza

Ponieważ w sobotę 2.05 miałam start w półmaratonie w Sopocie, chciałam żeby pęcherz jak najszybciej przestał mi dokuczać.
W poniedziałek, choć ze stopą było już znacznie lepiej, niż bezpośrednio po niedzielnym biegu, pobiegłam do apteki i kupiłam plastry Compeed na pęcherze (te duże, na piętę). Po naklejeniu plastra mogłam już normalnie chodzić i nic mnie nie bolało. We wtorek biegałam na treningu 😉
Kiedy pakowałam się na wyjazd do Sopotu, miałam tylko dylemat odnośnie butów – czy zabierać je na półmaraton, czy może wybrać inne, w których już pokonałam ten dystans bez szwanku. Pęcherz przytrafił mi się w biegu na 10 km, a teraz do pokonania miałam przecież ponad 21. W #adistar #boost biega mi się jednak tak lekko, że postanowiłam zaryzykować 🙂
Ilość płynu w pęcherzu się zmniejszyła, jednak mały bąbel nadał na stopie był, w czwartek wieczorem przed wyjazdem przebiłam więc pęcherz (bo nie zrobiłam tego od razu) zdezynfekowaną igłą. Chyba jednak lepiej zrobić to od razu, choć zdania na temat przebijania pęcherzy są podzielone 😉 Ilu biegaczy, tyle sposobów na tę dolegliwość 🙂 Rano zabezpieczyłam miejsce po bąblu zwykłym plastrem.
W sobotę rano przed biegiem nakleiłam na nie nowy plaster na pęcherze, który tworzy na stopie taką ochronną poduszeczkę. Na lewej w analogicznym miejscu nakleiłam zwykły szeroki plaster. I na szczęście obyło się już bez pęcherzy 😉 Relację z biegu w Sopocie znajdziesz: tutaj.

#owm #biegna10km #biegoshee

Zawody biegowe: Biegaj i pomagaj

Kiedy wybieram zawody biegowe w których zamierzam startować, bardzo cieszy mnie gdy poza wymiarem czysto sportowym, czy rekreacyjnym mają one także głębszy wymiar – kiedy zmaganiom sportowym i walce o dobry czas przyświeca charytatywny cel. Robiąc coś dobrego dla siebie, możemy pomóc odmienić czyjeś życie na lepsze. Prawdziwe win-win! 🙂

Planując swój kalendarz biegowy rozważ udział w biegu charytatywnym. W najbliższym czasie będzie wiele okazji do realizowania swojej biegowej pasji i jednoczesnego niesienia pomocy innym.

W nadchodzący weekend odbędą się następujące biegi charytatywne:

 28.02 (sobota) Bieg dla Piotra (5 km) – Oświęcim https://www.facebook.com/events/350477935160872/
 
Piotr choruje na śmiertelną i nieuleczalną chorobę – mukowiscydozę. Jedyną szansą na nowe życie jest przeszczep płuc. Żeby mógł być wpisany na listę oczekujących w klinice w Wiedniu potrzebuje wpłacić 120 000 EUR.

 01.03 (niedziela) Bieg dla Filipka (półmaraton) – Wiązowna k./Warszawy https://www.facebook.com/events/1556787814560546/

 
Filipek choruje na zespół Aperta, aby mógł żyć i się rozwijać potrzebna jest mu operacja główki w Stanach Zjednoczonych.

A w kolejny:


 07.03 (sobota) Bieg dla Adasia (2,2 km) – Piła
https://www.facebook.com/events/511993478942144/
 3,5-letni Adaś walczy z nowotworem pnia mózgu, potrzebne mu są pieniądze na kosztowną terapię.

08.03 (niedziela) Przybij 5-tkę Ani! Bieg z NadziejąGliwice
https://www.facebook.com/events/1567334633512547


Ania to biegaczka, która pomagała innym zdobywać biegowe medale, teraz sama potrzebuje pomocy. Wypadek pozbawił ją obydwu rąk. Potrzebna Jej kosztowna proteza i rehabilitacja. Dochód z biegu zostanie przekazany na pomoc Ani. 8.03 to Dzień Kobiet, bieg jest więc w szczególności dedykowany paniom, ale panowie także mogą pobiec i okazać swoje wsparcie.

Nie możesz pobiec – podaj informację o biegu dalej, może będzie mógł pomóc ktoś inny! Wystarczy okazać swoje wsparcie, dodać otuchy dobrym słowem. Czasem znaczy ono więcej od pieniędzy. 

 
Uzyskać życiowy wynik w takich zawodach to dopiero radość. Jednak nawet jeśli nie ma na nich takiej możliwości (brak atestowanej trasy czy pomiaru czasu), to przecież nie tylko o bicie “życiówek” w bieganiu chodzi. Dzięki bieganiu stajesz się lepszy, dbaj więc o to żeby rozwijać nie tylko swoje mięśnie, ale i ducha.

Biegaj i pomagaj!

Zawody biegowe: Bieg po nowe płuca

Wróćcie, proszę, myślami do czasów, gdy zaczynaliście swoją przygodę z bieganiem. Niekiedy brakowało Wam oddechu, prawda? A gdyby tak tego oddechu brakowało Wam codziennie i każdy dzień byłby dla Was walką o każdy oddech, a Wasze życie było uzależnione od maszyny?

 

Wiecie już, że lubię brać udział w zawodach biegowych. A jeszcze bardziej w tych, które mają cel charytatywny. Sprawiając sobie przyjemność mamy okazję pomóc bliźniemu w potrzebie.
 
Teraz nadarza się taka właśnie okazja. Kocham bo Biegam wraz z Przyjaciółmi organizuje 28.02.2015 r. w Oświęcimiu bieg charytatywny. Bieg po nowe płuca dla Piotra, który choruje na mukowiscydozę i potrzebuje kosmicznej kwoty 120 000 EUR, aby dostać szansę na przeszczep w klinice w Wiedniu. Całkowity dochód z imprezy będzie przeznaczony na rzecz Piotra. Opłata startowa wynosi 30 zł, limit miejsc 500. Łatwo policzyć, że nawet jeśli wszyscy wystartują w biegu nie uzbiera się wystarczająca kwota, ale na pewno pomożemy Piotrowi przybliżyć się do celu. Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. Każda pomoc się liczy w walce o życie!
 
Biegnijmy razem po nowe płuca dla Piotra!
 
Szczegóły na stronie wydarzenia:
https://www.facebook.com/events/350477935160872/
 
Nawet jeśli nie możecie wystartować, udostępniajcie proszę dalej informację o biegu!
 
#biegpopłucadlaPiotra
 

Nocne bieganie, czyli ON THE RUN w Łazienkach Królewskich

Ponieważ w tym roku postanowiłam bardziej regularnie pisać relacje z zawodów, w których brałam udział, a tymczasem w niezbyt jeszcze starym 2015 zalegam już z dwiema, tym razem zdecydowałam się pójść nieco na skróty i tak oto wklejam post z mojej strony na Facebooku.

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/all.js#xfbml=1”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs); }(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Post użytkownika ZabiegAnna.

Podsumowując, życzę sobie i Wam więcej takich imprez! 🙂

A na dokładkę wklejam zdjęcia medalu, który świeci w ciemności, choć może na zdjęciu tak dobrze tego nie widać 🙂

Biegaj z sercem – Bieg Serca 2014

W niedzielę 07.09.2014 r. na terenie OSiR Targówek odbył się pierwszy (mam nadzieję, że nie ostatni:)) charytatywny Bieg Serca, zorganizowany przez Fundację Spartanie Dzieciom. Hasło tegorocznego biegu: “Każde okrążenie ma znaczenie”.

Tym razem po raz pierwszy na bieg pojechaliśmy całą rodziną – Mąż, Synek nr 1, Synek nr 2 i ja oczywiście. Trochę się obawiałam jak to będzie, bo młodszy Synek ma dopiero 8 miesięcy, ale udało się zrealizować założony cel. Chłopcy byli grzeczni, choć młodszy był nieco śpiący;) Starszy kibicował mi dzielnie na trybunach. Fajnie było słyszeć: “Mama dawaj, mama dawaj!”. W którymś momencie postanowił nawet dołączyć do mnie:) Ale o tym za chwilę…

Numer 800 gotowy do boju:)

Założeniem Organizatorów było, aby w biegu mógł wziąć udział każdy – tak początkujący, jak i zaawansowany biegacz – bez względu na wiek, stopień sprawności, ilość wybieganych kilometrów. Formuła biegu zakładała start w godzinach 10:00-16:00. Wystarczyło w dogodnym dla siebie czasie stawić się na bieżni i pokonać tyle okrążeń ile się było w stanie. Na własnych nogach lub na wózku. A liczyło się dosłownie każde okrążenie. Każdy uczestnik otrzymywał chip, za pomocą którego rejestrowano liczbę przebytych okrążeń. Za pokonanie jednego okrążenia przez uczestnika biegu Sponsorzy imprezy przekazywali na rzecz Podopiecznych Fundacji Spartanie Dzieciom 5 zł. Celem Organizatorów Biegu było zdobycie na rzecz Fundacji 50 000 zł. Cel udało się osiągnąć! Tak Organizatorzy podsumowali wczorajszy bieg:

Ponieważ limit miejsc w Biegu Serca wynosił 1000 uczestników, za swój minimalny cel postawiłam przebycie 10 okrążeń (“przydział” okrążeń, jaki wypadał na jednego uczestnika biegu, aby cel finansowy Organizatorów został osiągnięty). Po cichu liczyłam, że dam radę przebiec 20 okrążeń, a nieśmiało marzyłam o 25. I udało się! Wybiegałam 26 okrążeń (tak dla pewności, że się nie pomyliłam w liczeniu kółek), w tym jedno wspólnie z moim starszym Synkiem. Biegliśmy razem ręka w rękę, noga w nogę. To wspólne 400 m dało mi niesamowitego kopa do dalszego pokonywania kółek. Większego niż kostki cukru dostępne w punkcie żywieniowym, choć z nich też raz skorzystałam:)

Mój dzielny Mały Spartanin 🙂
W trakcie mojego ponad godzinnego biegu, na bieżni stawił się aktor Tomasz Karolak, który w stroju Spartanina wraz z oddziałem Spartan minął mnie po drodze.
 
 Grupa Spartan z Tomaszem Karolakiem na czele


Pogoda dopisała, słońce grzało, więc bieg w takim stroju to nie lada wyczyn. Nie wiem, czy dałabym, radę biec zakryta od stóp do głów peleryną, z hełmem na głowie, z tarczą i włócznią w ręku. Tym bardziej podziwiam Spartan i ich inicjatywę na rzecz dzieci! Pokonanie maratonu to nie lada wyczyn, pokonanie go w takim stroju to dla mnie wyczyn podwójny.

Słońce grzało
Podziwiam też Uczestników Nieoficjalnych Mistrzostw Polski w biegu 5 h. Widziałam jak Jeden z Nich walczył z bólem prawej nogi – utykał, ale mimo wszystko biegł dalej. Ile trzeba mieć w sobie siły i determinacji?! Nie wiem, czy bieg udało Mu się ukończyć, ale i tak podziwiam! Wielki szacunek!
Nie potrafię wyrazić słowami swojego podziwu dla osób poruszających się na wózkach, które brały udział w Biegu Serca. Chyba po prostu trzeba to zobaczyć na własne oczy. Wielkie brawa za determinację! Piękna lekcja dla nas, ludzi zdrowych, którzy czasem bardzo nie szanujemy i nie doceniamy swojego zdrowia…
 Na bieżni
Tak jak wspomniałam, bieg zakończyłam po 26 okrążeniach. Pewnie dałabym radę zrobić jeszcze kilka, ale Młodszy Synek zaczął domagać się uwagi ze strony mamy. Po zaspokojeniu potrzeb młodego ssaka;), pokręciliśmy się jeszcze chwilę po terenie imprezy. Odwiedziliśmy oczywiście Strefę Dzieci, gdzie starszy Synek miał okazję “powyciskać” sztangę pod czujnym okiem Spartanki, pobawić się na stoisku Playmobil (ciężko go było stamtąd zabrać;)) oraz własnoręcznie pomalować ekologiczną torbę (taką atrakcję zorganizował dzieciom sponsor Główny Biegu – Żywiec Zdrój). Jako, że ma na imię Wojtek, miał też okazję na chwilę zostać (a jakże!)… strażakiem:)
Jak Wojtek został strażakiem;)
Udział w Biegu Serca będę wspominać jako przede wszystkim pożytecznie, ale też i mile, rodzinnie spędzoną niedzielę. Ten dzień dostarczył nam wszystkim wielu wspaniałych emocji. Pięknie jest pomagać i warto jest angażować w to dzieci od najmłodszych lat. Może w przyszłym roku Synek da radę przebiec ze mną więcej okrążeń?:) Ja też spróbuję się poprawić:)
  Medal – jak do tej pory najpiękniejszy – zdobyty w słusznej sprawie, do tego wspólnie z Synkiem:)

 

Samsung Irena Women’s Run, czyli mój pierwszy start w zawodach.

Ostatnia niedziela czerwca, dzień mojego debiutu w zawodach biegowych, wita mnie ulewnym deszczem. Nie jest to na szczęście argument dla mnie żeby odpuścić udział w biegu. “Upał, czy deszcz – co lepsze? Z dwojga złego wolę to drugie…” – myślałam w tygodniu poprzedzającym start. No to mówisz i masz:)

Wstaję, patrzę przez okno, a tu – leje! “OK, wezmę to na klatę” – myślę. Szybko pakuję torbę z ubraniami na zmianę – przecież będę biec w deszczu, a potem mam wracać autobusem, to się chociaż po biegu przebiorę, żeby jako zmokła kura nie straszyć współpasażerów. Brat nr 1 (starszy znaczy) jedzie mi kibicować, nie będzie problemu, że do worka z pakietu startowego nie daję rady zmieścić wszystkiego – zamiast w szatni, zostawię torbę jemu (w szatni można zostawić tylko regulaminowy worek).

Czas na śniadanie – owsianka z bakaliami będzie jak znalazł. Do tego koktajl z banana i mleka sojowego. Szybko okazuje się, że po wypiciu koktajlu owsianka średnio chce się zmieścić w żołądku. Przez rozsądek jednak wciskam ją w siebie – w końcu energia do biegania musi być. Buziaki dla moich trzech Chłopaków (Mąż, Syn nr 1 i Syn nr 2) na do widzenia, nakaz trzymania kciuków za żonę/mamusię i pędzę na tramwaj, żeby nie zwiał mi autobus, w którym jechać ma Brat i którym dojechać mamy na miejsce. Drobne utrudnienia w trakcie przesiadki, bo akurat ruszyła przebudowa linii tramwajowej na Bemowie (nowa organizacja ruchu na skrzyżowaniu i chwilowa konsternacja co się stało z przejściem dla pieszych). Uff! Udało się – wsiadam do autobusu i razem z czekającym już w nim na mnie Bratem jedziemy na miejsce. W tzw. międzyczasie zaczyna się przejaśniać. W zasadzie już nie pada, gdy wychodzę z domu.

Docieramy na miejsce imprezy ok. 11:00 – tak w sam raz – bo za 10 minut planowo ma się zacząć rozgrzewka. Chwilę się kręcimy, żeby skonfrontować plan sytuacyjny z rzeczywistością, słuchamy oficjalnego powitania Pani Ireny Szewińskiej z uczestniczkami biegu i za chwilę z głośników zaczynają płynąć gorące rytmy – rozgrzewka jest w formie zumby! Fajnie, będzie okazja wreszcie tego spróbować. Dobrze, że mam za sobą te aerobikowe zrywy, bo chociaż podstawowe kroki ogarniam:) Najbardziej utkwiła mi w pamięci Shakira i jej “La la la”, czyli “Dare”. Rozgrzewkę prowadzą Piotrek i Paweł – pełni pozytywnej energii chłopaki. Rozjaśnia się na dobre. Po rozgrzewce czuję się jak bym już przebiegła z pół dystansu;)

Przechodzimy na miejsce startu. Chwila oczekiwania i ruszamy.

O mało nie daję się ponieść szybszemu tempu narzuconemu przez część zawodniczek (prawie wszystkich znaczy;)), ale myślę sobie: “Spokojnie – powoli, byle do przodu. W godzinę to i moim żółwim tempem dam radę przebyć te 5km”. I tak mija mi pierwszy kilometr. Sympatyczny Pan “km 1” (na każdym kilometrze był Pan w koszulce z numerem mijanego właśnie kilometra) informuje: “Jeszcze tylko 4 km i koniec”:).

Wybiegamy na Belwederską i powoli zaczynam wspinać się pod górę. Przyjęta przeze mnie “żółwia” taktyka okazuje się całkiem słuszna – poruszam się może i wolniej od wcześniej wyprzedzających mnie zawodniczek, ale wciąż biegnę, podczas gdy znaczna część uczestniczek maszeruje:) Z tego podbiegu jestem naprawdę dumna – że się nie poddałam i nie zaczęłam iść. Na samej górze widzę Brata, który chciał uchwycić kobiecą masę mozolnie, lecz malowniczo wspinającą się pod górkę. Brat mnie nie widzi, więc daję mu znać, że biegnę i że jest ok.

Wybiegamy na Al. Ujazdowskie i tu dopiero jest “patelnia”. Słońce praży! Gdyby nie widoczne gdzieś przy krawężnikach kałuże (i to że na własne oczy widziałam), to nie powiedziałabym, że rano lało. A może po tym podbiegu mi tak gorąco? Mijam Pana “km 2”, jakiś czas potem Pana “km 3”. Wzdłuż Alej stoją kibice i dość nieśmiało kibicują. Miło, że chce im się patrzeć jak my się męczymy i wykrzesać z siebie zagrzewający do boju okrzyk. Trochę mi smutno, że nie ma moich Chłopaków, ale Syn nr 2 jeszcze za młody i ogólnie nie lubi tłumów. Potem skręcamy w ul. Piękną i jest pięknie – bo za chwilę będziemy biec w dół:). Potem sama nie wiem kiedy pojawia Pan “km 4” i dostaję skrzydeł. Czuję, że mam moc biec szybciej, niż żółw. W momencie, gdy mijam budynek radiowej Trójki, wiem, że już jestem niedaleko mety, więc “cisnę”.

No i wycisnęłam czas 00:35:05 i 1487 miejsce w kategorii open na 1908 sklasyfikowanych.

Dobiegając do mety prawie się popłakałam – z radości że dałam radę, że cały dystans pokonałam biegiem (czy czymś co chociaż trochę go przypomina), że nie byłam ostatnia ;P Odebrałam swój pierwszy medal, zgarnęłam jeszcze wodę i batonik o Sponsorów, i poleciałam pod scenę porozciągać się trochę. Znowu tańcząc w rytm muzyki, tyle że już spokojniejszej – “I see fire” Ed Sheeran.

Potem jeszcze dekoracja zwyciężczyń, wręczanie nagród, także w konkursie filmowym towarzyszącym imprezie, w którym brałam udział, ale nie wygrałam, przeżywszy głębokie rozczarowanie, że nie stałam się posiadaczką telefonu Samsung;P No i powrót do domu. Synek nr 1 zapytał mnie: “Mamo, ładny ten medal, tylko czemu nie jest złoty?”.

Bo nie ostatni, Synku:)