Bieganie jest przyjazne – Bemowski Bieg Przyjaźni

W niedzielę 21.09.2014 r. wzięłam udział w Bemowskim Biegu Przyjaźni (BBP). I choć kompletnie się tego nie spodziewałam zrobiłam swoją życiówkę:) Chyba udzieliła mi się atmosfera – w końcu był to bieg Przodowniczek i Przodowników Pracy;)


Tegoroczny BBP odbywał się pod hasłem: “200% treningowej normy dla lepszej formy”. Nie bardzo mogłam się pod nim podpisać, bo w tygodniu poprzedzającym zawody dopadło mnie przeziębienie i start w Biegu był pierwszym biegiem po chorobie. Na Bieg poszłam jednak w nadziei, że choć w tydzień formy nie da się wypracować, to w tydzień się jej nie traci;)
 
W BBP startował też mój Brat nr 1, tylko nie biegliśmy razem, bo mężczyźni startowali 45 minut później (start Biegu Przodowniczek Pracy był o godz. 12:15). Zresztą Brat szybciej biega, więc i tak nie bieglibyśmy za długo noga w nogę;)
 
Synek nr 1 poszedł z Tatą na przedstawienie do teatru Baj, więc młodszy miał zostać tym razem z Dziadkami (moimi Rodzicami), którzy też mieszkają na Bemowie. Ale ostatecznie wyszło inaczej, bo Tata wpadł na pomysł, że skoro bieg jest na Bemowie, to pójdą z Mamą razem z wnuczkiem nam pokibicować. Po raz pierwszy w trakcie zawodów towarzyszyła mi Rodzinka w tak szerokim składzie (na koniec, już po moim biegu, na miejsce dotarł jeszcze Mąż z Synkiem nr 1 – zdążyli jeszcze pokibicować Szwagrowi, tudzież Wujkowi). Przynajmniej była okazja, aby rodzinnie spędzić niedzielę:) Synek nr 2 przespał co prawda cały mój bieg, ale miał wtedy niecałe 9 miesięcy, więc mogę mu to wybaczyć;) Za to zobaczyć na trasie “swoich” kibiców – bezcenne:)

Klimat Biegu nawiązywał do czasów PRL, stąd ci Przodownicy. Po biegu można było odebrać pakiet towarów luksusowych na tzw. kartki:)

Koszulka biegu, numer startowy i kartki na towary luksusowe.
 

A w skład pakietu wchodził m.in. papier toaletowy Serwus;).

Kultowy papier Serwus
 

Załapałam się jeszcze na numer imienny z napisem Tow. Anna (warunkiem otrzymania imiennego numeru była internetowa rejestracja do 12.09.2014).

 
 

Pod Urząd Dzielnicy Bemowo, na tyłach którego zlokalizowane zostały start i meta, przyszliśmy z Bratem na piechotę (reszta pojechała już autobusem), pokonując szybkim marszem ok. 1,5 km. Rozgrzewkę przed bieganiem miałam więc zaliczoną. I dobrze, bo przybyłam na miejsce prawie w ostatniej chwili.

Trasa BBP liczyła 5 km (dwie pętle po 2500 m) i kluczyła po uliczkach Osiedla “Przyjaźń”. To osiedle drewnianych baraków powstało dla radzieckich budowniczych Pałacu Kultury i Nauki, a po zakończeniu budowy zostało przekazane warszawskim uczelniom. Obecnie w drewnianych domkach mieszczą się akademiki studenckie. Pętla składała się właściwie z kilku mniejszych “pętli”.

 
Trasa Bemowskiego Biegu Przyjaźni, źródło: www.biegbemowa.pl

Może przez tę ilość zakrętów, a może dlatego, że nigdy w Osiedle się nie zagłębiałam (zdarzało mi się bywać jedynie na jego obrzeżach) nie bardzo mogłam się zorientować w którym miejscu trasy aktualnie się znajduję. Biegło mi się tego dnia wyjątkowo ciężko. Z upragnieniem, już na pierwszej pętli, wyglądałam punktu z wodą (bo nie wzięłam swojej wody – nauczka na kolejne starty – lepiej mieć ze sobą coś do picia). Po drodze zarejestrowałam tylko oznaczenie “4 km”, ale na pierwszej pętli niewiele mi to pomogło;) Za to łyk wody już tak:) W 2-3 miejscach trzeba było uważać na rozkwaszone na asfalcie jabłka, bo można było się na nich poślizgnąć.


Zdjęcia z trasy, fot. Zbigniew Mamla
 

Kiedy kończyłam pierwszą pętlę, zobaczyłam swoją rodzinkę. Mama chciała mi zrobić zdjęcie, nawet jej pomachałam, ale (jak się potem okazało) udało jej się uchwycić jedynie kawałek mojej nogi;) Kiedy przebiegałam pod bramą startową po 2,5 km czułam się tak jakbym już przebiegła 5 km. Pamiętam, że zdziwiłam się nawet, że zegarek pokazuje czas ok. 15 min. Biegłam więc dalej, z utęsknieniem wypatrując znaku z tym wcześniej zauważonym “4 km”. No i tego punktu z wodą. Kiedy go minęłam przyspieszyłam, bo zorientowałam się że może uda mi się osiągnąć czas ok. 30 min. I faktycznie się udało:) Uzyskałam czas netto 00:29:13, który jest moją życiówką. Po raz pierwszy “złamałam” 30 min na dystansie 5 km. Fajne uczucie:)

Radość z życiówki:)


Pragnienie na mecie można było ugasić rozdawaną tam wodą, węglowodany uzupełnić kanapką z pieczywa chrupkiego, a biegowy wysiłek zostawał uwieńczony medalem. Była też okazja spróbowania napoju izotonicznego jednego ze sponsorów (także dostępnego na kartki;)), ale mi osobiście niezbyt on smakował.

Organizatorzy BBP zachęcali też do wzięcia udziału w konkursie na najciekawsze przebranie. Na trasie można więc było spotkać bufetową, wzorową uczennicę, a nawet przodowniczkę pracy w koszuli w kratę, w roboczych ogrodniczkach i berecie. Może w przyszłym roku i ja się przebiorę? Bo mam nadzieję, że to nie ostatnia edycja BBP:)

 Medal Bemowskiego Biegu Przyjaźni.

Po moim biegu kibicowaliśmy Bratu, który też zrobił swoją “życiówkę”. A potem wszyscy razem pojechaliśmy do Rodziców na niedzielny obiadek;)