Ostatnio zamieściłam na blogu krótką fotorelację z tego biegu, postanowiłam jednak napisać o nim jeszcze kilka słów.
Czytaj dalej „Zawody biegowe: The Color Run by PZU – najbardziej kolorowe 5 km w moim życiu”
Ostatnio zamieściłam na blogu krótką fotorelację z tego biegu, postanowiłam jednak napisać o nim jeszcze kilka słów.
Czytaj dalej „Zawody biegowe: The Color Run by PZU – najbardziej kolorowe 5 km w moim życiu”
Co tu dużo pisać – najlepiej sami to zobaczcie 😉 Było kolorowo, radośnie, energetycznie.
Później coś jeszcze na temat tego biegu napiszę 😉 Niech moc kolorów będzie z Wami! 🙂
#happiest5k #thecolorrun #zawodybiegowe #biegna5km #kolor #radość
Niedawno zostałam nominowana do nagrody Liebster Award przez Małgosię z bloga Zakochana w bieganiu. Dziś prezentuję blogaczkę (czyt. biegającą blogerkę) Zabieganną, która w ramach tej zabawy jako pierwsza udzieliła odpowiedzi na moje pytania. I od razu na wstępie wyjaśniam – nie jest to rozmowa z samą sobą 😉
Oto co moja imienniczka (tak w życiu realnym, jak i wirtualnym, choć tu różnimy się jedną literką ;)) napisała o sobie na swojej stronie:
Mam na imię Ania i lubię aktywnie spędzać swój wolny czas. Zaczęłam truchtać jesienią 2011, jednak regularnie biegam od jesieni 2012. Co jakiś czas startuję na zawodach, które pozwalają mi mierzyć się z kolejnymi barierami czasowymi i nie tylko. Gdy nie biegam, pływam, jeżdżę rowerem, choć to dopiero od kilku miesięcy, i chodzę na spacery. Poza bieganiem interesuję się genealogią, polityką, psychologią… właściwie wszystkim po trochu, bo jestem ciekawa świata.
Skoro już wiecie co nieco o Ani, pora przystąpić do wywiadu 🙂

„Twoje wielkie zmiany są możliwe
Wciśnij tylko start”
Dokładnie tak! Najtrudniejszy pierwszy krok (tak żeby pozostać w klimacie muzycznym ;)). Najtrudniej zacząć, a potem wszystko samo się napędza. No może nie tak do końca samo, bo na ogół potrzeba dużo pracy i wytrwałości, ale zwykle gdy się powie A, to by się chciało powiedzieć i B, C, D… Dla mnie najtrudniej było właśnie zacząć, odważyć się na zmianę stylu życia. Odważyć się to dobre słowo, bo zmiany często wymagają poświęceń, wyrzeczeń. Nie zawsze kojarzą się z czymś miłym. Niekiedy wolimy stare, znane – nawet jeśli nam do końca nie odpowiada, niż nowe, ale nieznane i niepewne. Kiedy się jednak uda, to satysfakcja jest ogromna i nie pamięta się o tych wyrzeczeniach, czy niedogodnościach.
Moim zdaniem nie warto czekać do poniedziałku z wdrażaniem nowych zamysłów, ale już tak mamy, że lubimy wszystko zaczynać od nowa (żeby nie powiedzieć „odkładać na”) właśnie w pierwszy dzień tygodnia. Dla mnie przełomowy był właśnie poniedziałek 19 maja 2014. Wtedy zaczęła się moja przygoda z bieganiem (o tym jak się zaczęło: tutaj).
Dziś poniedziałek, więc jeśli masz w planach np. schudnąć, rzucić palenie, nauczyć się języka obcego lub pobić swój życiowy rekord w bieganiu, to śmiało możesz zaczynać! 😉
A jeśli nie masz akurat żadnych planów, to po prostu posłuchaj optymistycznej piosenki 🙂
Jak możemy usłyszeć w tej piosence – nigdy nie jesteśmy kompletnie ubrani bez uśmiechu 🙂
Najlepiej zacząć od usmiechnięcia się do siebie samego w lustrze. A potem oczywiście podać dalej! 😉
W sobotę mogłam doświadczyć tego osobiście. Może nie była to pogoda z kategorii ekstremalnych (choć tak naprawdę to pojęcie względne, bo dla każdego co innego może być ekstremalne;)), ale zaowocowała pewnymi przemyśleniami, które postanowiłam przelać na wirtualny papier…
Na sobotnim treningu było tak: 🏃🌀☁💧🚦⛅🌈, czyli na początek ciemne chmury, potem wiatr, deszcz, słońce i na koniec tęcza w nagrodę 🙂
[Poradnik biegacza]
I właśnie w związku z tą zmienną pogodą w trakcie treningu, naszła mnie taka refleksja. Dobrze mieć przy sobie w trakcie treningu chociaż 2 zł – nie zajmuje dużo miejsca a może być bardzo pomocne. W sobotę chętnie kupiłabym sobie za nie wodę, naprawdę by mi się wtedy przydała… Chyba wrócę do biegania z wodą (na początku zawsze biegałam z wodą) – w końcu jest coraz cieplej. Zresztą te 2 zł mogą być potrzebne i w zimie 😉 Wybraliśmy się kiedyś z Bratem nr 1 na dłuższe bieganie do lasu. I kiedy z tego lasu już wracaliśmy, i kiedy miałam do domu jeszcze co najmniej 2 km, poczułam, że ja już nie mam „paliwa”. Wtedy na szczęście miałam przy sobie „piątaka” i wstąpiłam do sklepu po baton czekoladowy 🙂
Kiedy jest taka niepewna pogoda, że raz pada deszcz, raz świeci słońce, to dobrze na dłuższy trening zabrać ze sobą także cieniutką kurtkę przeciwdeszczową. Złożona/zwinięta zmieści się nawet do niedużej saszetki-biodrówki, a może być bardzo pomocna kiedy nagle zacznie padać deszcz. Przezorny zawsze ubezpieczony;) Z cukru nie jesteśmy, więc się nie rozpuścimy, ale wychłodzić i przeziębić się już możemy 😉